Memento mori

Jak cień, którego nikt nie zauważa
Zakrada się w nocy tak niepostrzeżenie.
Niezauważona przemyka chyłkiem do ciebie
Nim się spostrzeżesz, już jest zbyt późno na zwątpienie.
Z nią nie masz szans, z nią nikt jeszcze nie wygrał
Każdy się poddał i z tej sposobności skorzystał.
Nie zdołasz się oprzeć jej pięknej osobie
Ona kusi tak słodko, nie zdołasz zaprzeczyć
Rzucisz się w jej ramiona, by ukoić cierpienie
Najbardziej chcesz się oddać w ciche zapomnienie
I nim minie chwila, nim zdążysz nawet mrugnąć
Kończy się coś i już zimne ciało twoje,
Ktoś oporządza aby złożyć w zimnym grobie.

Elevator Problems [1/1]

Był ciepły, sierpniowy poranek, ale pewien brunet i tak nie dostrzegał w nim niczego wyjątkowego. Ot, kolejny, zwykły, szary dzień jego beznadziejnej codzienności. Słońce i prawie bezchmurne niebo nic nie zmieniały. Ten dzień miał być tak samo okropny jak każdy inny.
Z ponurych rozmyślań wyrwał go znajomy hałas dochodzący zza drzwi. Ktoś pukał.
Niechętnie podszedł do wejścia i otworzył. Nie było dla niego zaskoczeniem, że zobaczył w progu stojącego Tsukishime. W końcu tylko on i Izaya z Psyche od czasu do czasu go odwiedzali.
– Witaj R-Roppi-san- zająknął się blondyn.
– Cześć Tsuki- odpowiedział swoim zwyczajowym, znudzonym tonem.- Wejdź.
Heiwaijma mocno się zarumienił i głębiej schował twarz w swoim szaliku.
– Roppi-san, właściwie to…to chciałbym, żebyś…żebyś ze mną wyszedł- wyszeptał speszony.
Orihara zmarszczył brwi. Miał wyjść ze swojego mieszkania? Z jedynego miejsca, w którym czuł się w miarę bezpiecznie? Miał się skazać na widok tych okropnych i podłych ludzi? Nie chciał nigdzie wychodzić. Wolał zostać.
– Tsuki wiesz, że…
– Roppi, proszę- przerwał mu szybko i co dziwne, nie zająknął się przy wypowiadaniu tego zdania.
Zdenerwował się jednak tym, że nie dodał do jego imienia przyrostka wyrażającego szacunek, jeszcze bardziej i chowając się za szalikiem, odwrócił wzrok i wbił go w podłogę. Nie chciał jeszcze bardziej znieważyć lub obrazić chłopaka.
Brunet zdziwił się śmiałością blondyna, ale nikły uśmiech i tak zamajaczył w kąciku jego warg.
– Dokąd chcesz iść, Tsuki?- zapytał na nowo pozbawionym emocji głosem.
– Do…do bi-biblioteki miejskiej- powiedział cicho.
Brunet tylko skinął głową na zgodę. Nie potrafił odmówić blondynowi. Był on jedynym człowiekiem, który tak na niego działał. Jedynym, do którego potrafił poczuć coś innego niż nienawiść. Tsuki był dla niego wyjątkowy. Był taki niewinny.
– Dz-dziękuję- powiedział, patrząc na niego nieśmiało spod grzywki.
Brunet nic nie odparł tylko zaczął się w miarę szybko zbierać do wyjścia.
Heiwaijma uśmiechnął się do niego leciutko i kątem oka patrzył na ubierającego się bruneta. Posmutniał, kiedy przy zakładaniu bluzy, zauważył świeże bandaże na jego przedramionach. Nic jednak na to nie powiedział, bo zwyczajnie nie chciał zdenerwować Orihary. Wiedział, że on wstydzi się tych blizn, ale sam nie potrafił powstrzymać swoich autodestrukcyjnych zapędów. Właśnie dlatego starał się jak najczęściej i najdłużej spędzać z nim wolny czas. Chciał zapobiec pojawianiu się nowych nacięć. Wierzył, że chociaż w ten sposób jest mu w stanie pomóc.
– Tsuki, idziesz?- zapytał brunet, stojąc już przy wyjściu i patrząc na niego.
Blondyn ponownie zarumienił się mocno i skinął głową. Wyszli razem z mieszkania Orihary i skierowali się do wind. Chłopak mieszkał w całkiem sporym apartamencie na siedemnastym piętrze wieżowca. Schodzenie po schodach byłoby zdecydowanie zbyt kłopotliwe.
Stali w ciszy, czekając na windę. Po kilku minutach usłyszeli charakterystyczny dźwięk oznajmiający przybycie dźwigu na ich piętro. Bez słowa weszli do środka w duchu ciesząc się, że tylko oni postanowili teraz zjechać na dół.
Brunet nacisnął przycisk parteru, po czym drzwi się zamknęły. Orihara skierował swój wzrok na wciąż zawstydzonego blondyna. Po kilku niemożliwie długich sekundach Tsukishima nie wytrzymał jego palącego spojrzenia.
– Mam co-coś n-na twarzy?- zapytał cichutko.
– Nie, nic nie masz- odparł równie cicho.
– Więc cz-czemu się t-tak patrzysz, R-roppi-san?
Brunet nic nie odpowiedział i tylko spuścił wzrok na swoje czarne trampki. Nagle nimi lekko szarpnęło, winda się zatrzymała, ale jej drzwi się nie otworzyły. Zdezorientowany blondyn rozejrzał się bezradnie i kilka razy przycisnął przycisk otwierania drzwi, ale nic się po tym nie stało.
– Roppi-san? C-co się dzieje?
– Chyba winda się zacięła- odpowiedział mu spokojnie.
– A…ale jak t-to?- dopytał, już zaczynający panikować, blondyn.
– Normalnie- wzruszył ramionami Orihara.- Czasami tak się zdarza.
Niewzruszony brunet wcisnął przycisk alarmowy i postanowił poczekać spokojnie aż winda z powrotem ruszy. Zauważył jednak, że jego towarzysz schował twarz aż po nos w szaliku i drżał mocno na całym ciele.
– Tsuki, w porządku?- zapytał.
– T-ttak- chlipnął chłopak i objął się swoimi ramionami, jakby starał się siebie obronić. To był dość histeryczny gest.
Brunet westchnął ciężko widząc w jakim stanie jest Heiwaijma. Chłopak był przestraszony i chyba nie bardzo wiedział co się wokół niego działo.
Podszedł do roztrzęsionego blondyna i delikatnie, aby go bardziej nie przestraszyć, objął go w pasie. Przyciągnął go do siebie bliżej i wtulił w siebie, głaszcząc uspokajająco po plecach. Stali tak w niezbyt wygodnej pozycji, przytuleni do siebie i czuli, że w końcu są na właściwym miejscu.
– Już ci lepiej, Tsuki?- zapytał cicho Orihara.
– Tak- szepnął blondyn, ale nadal nie wypuszczał bruneta ze swoich objęć.
Może i przeraził się nie na żarty tym małym wypadkiem w windzie, ale według niego warto było to przeżyć, żeby móc się przytulić do ciepłego ciała Roppiego. Wiedział, że ta chwila jest dla nich obu początkiem czegoś nowego w ich relacji. Zdawał sobie sprawę, że to „coś” będzie wyjątkowe.

Sweet and annoyed [1/1]

Pogoda tego dnia była wyjątkowo piękna. Słońce mocno grzało, a na niebie nie było widać żadnych chmur. Jedyną możliwością na ochłodzenie się odrobinę i ucieczkę od promieni słonecznych były cienie rzucane przez drzewa w pobliskim parku. Ku uciesze większości ludzi wiał również delikatny wiatr, który dawał wrażenie, że jest chociaż trochę chłodniej.
Kasztanowowłosy chłopak patrzył już przez dłuższy czas przez okno i obserwował przechodzących ludzi. Z ogromną przyjemnością wyszedłby teraz z domu i najlepiej pojeździł na desce. Niestety nie miał takiej możliwości. Musiał zostać w mieszkaniu i skończyć swój projekt. Nie było szans, żeby się wyrwał, bo to była jego ostatnia szansa na ukończenie tej szkoły. Nie mógł jej zmarnować.
Westchnął ciężko i usiadł z powrotem przy biurku. Od razu wziął się do pracy. Chciał to już skończyć i mieć za sobą męczenie się z prezentacją.
Później ponad pół godziny pracował bez przerwy, aby doprowadzić swój projekt do jako-takiego stanu, kiedy w końcu usłyszał szczęk klucza w zamku. Po niedługiej chwili do pokoju wszedł wysoki brunet. Na widok Yaty odrabiającego swoje zadanie, uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Podszedł do chłopaka i zmierzwił mu włosy jednocześnie zaglądając przez ramię.
– Witaj, Mi~sa~ki- zamruczał z charakterystycznym dla siebie sarkazmem.
Szatyn spojrzał na niego z wyrzutem i warknął cicho.
– Nie mów tak do mnie, idioto!
– Uuu… mój Mi~sa~ki pokazuje pazurki- zaśmiał się Fushimi.
– Saru- mruknął ostrzegawczo i przekręcił głowę do tyłu, żeby spojrzeć na chłopaka przez ramię. Zmierzył go po części groźnym, po części zirytowanym spojrzeniem.- Bądź tak miły i daj mi skończyć- powiedział niby przymilnym głosem, za którym ukryta była groźba.
Fushimi jednak tylko uśmiechnął się kącikiem ust. Nachylił się nad szatynem jeszcze bardziej i musnął jego usta swoimi. Yata odetchnął cicho i oddał delikatną pieszczotę, przymykając oczy i lekko odchylając głowę. Czarnowłosy pogłębił pocałunek, rozkoszując się tą chwilą. Czuł jak jego chłopak mu ulega i bardo mu się to podobało. Uwielbiał patrzeć jak ten niezwykle zadziorny nastolatek tak szybko mu się poddaje i daje mu przejąć kontrolę nad sytuacją. Kochał to w nim. A Yata był przy tym tak słodki i uroczo niewinny, że Fushimi często dosłownie w ostatnim momencie powstrzymywał się przed wzięciem chłopaka.
Nadal nie mógł się nadziwić, że zadziorny szatyn postanowi poczekać na coś więcej. Czarnowłosy z frustracji chodził już niemal po ścianach, ale nie chciał zawieść swojego chłopaka. Ich podchody trwały zdecydowanie za długo, aby teraz tak po prostu to wszystko spieprzyć.
– Kocham cię, Misaki- szepnął mu prosto do ucha, owiewając je ciepłym oddechem.
Yata zadrżał widocznie. Spojrzał na czarnowłosego roziskrzonym wzrokiem. Pierwszy raz usłyszał te dwa magiczne słowa. Byli razem już jakiś czas i sam już dawno, z niemałym zawstydzeniem, wyznał chłopakowi co do niego czuje. Bywały dni, kiedy myślał, że już nigdy nie usłyszy tego. Bał się, że Saruhiko tak naprawdę jest z nim tylko z czystej wygody. Bał się, że to co razem stworzyli szybko się rozpadnie. Teraz jednak w końcu czarnowłosy wyznał mu miłość. Poczuł się niesamowicie szczęśliwy.
Wzruszony szatyn wstał szybko ze swojego krzesła i przytulił się do Fushimiego. Ukrył twarz w jego szyi, żeby chłopak nie zobaczył łez w jego oczach. Po chwili poczuł silne ręce oplatające go w tali i czuły pocałunek na ramieniu.
– Też cię kocham, Saru- westchnął błogo.
– Wiem, Mi~sa~ki.
Yata tylko zaśmiał się, w tym momencie całkowicie szczęśliwy i trzepnął czarnowłosego w głowę.
Tak, teraz już wszystko było tak jak powinno być od dawna. Byli szczęśliwi i tylko to się liczyło. A niedokończony projekt szatyna jeszcze długo przypominał im o tym cudownym dniu.

Oczy [1/1]

Nigdy nawet nie zastanawiałem się tak naprawdę jak wiele oczy mogą powiedzieć o każdym człowieku. To zaskakujące, że są o wiele bardziej wiarygodne niż ludzkie słowa, tak pełne zakłamania.
Obrzydliwe.
Słowa są zbędne dopóki widzę twoje piękne i czyste oczy. One dadzą mi odpowiedź na każde, nawet niezadane do tej pory pytanie. Nie dziw się,  że nie mam zamiaru słuchać co masz mi do powiedzenia. Nie od dziś wiemy, że jesteś urodzonym kłamcą. Jednak twoje zwierciadła duszy nie pozwalają ci na dalsze zwodzenie mnie.
Tak bardzo żałosne.
Misternie utkana sieć kłamstw, które z wyrachowaniem każdemu były przez ciebie sprzedawane, została zerwana- kosztem moich uczuć. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie.
Czysty kryształ pokrył się purpurą.
Twoja paniczna chęć naprawienia rzeczywistości była doprawdy godna pożałowania. Trzeba było siedzieć cicho. Żałosne, żaden z nich nie potrafił tego zrozumieć.
Smutne.
Każda ludzka jednostka lubuje się w kłamstwach. I naprawdę nie widzą, że wystarczy tylko jedno ich spojrzenie.
Oczy powiedzą wszystko.
Nie łudź się, nikt się nie obroni. Jaka szkoda, że nie widzę już ratunku. Nasze człowieczeństwo jest od dawna zgubione.
Hańba, rzeź i śmierć.
Twój grób był już tak dawno nieodwiedzany. Nawet rodzina cię zostawiła, zwyczajnie zapomniała. Nie widziałeś nawet, że już od dawna tak naprawdę nikogo nie miałeś.
Ślepy człowieku, przejrzyj na oczy.
Dla ciebie już za późno. Jestem tu ostatni raz, nie łudź się. Odkupienie nie nadeszło. Uczuciowa pustka wypełnia mnie po brzegi. I tylko szkoda mi było twoich pięknych oczu.
Czysty kryształ pokryty purpurą nie miał prawa już dłużej istnieć.
Byłeś powodem śmierci moich uczuć. Cóż za ironia. Jak się czułeś, gdy to ja odbierałem twoje grzeszne życie? Chciałem odebrać wszystko co mi brutalnie wykradłeś. Odzyskałem swoje rozbite w drobny pył serce i podartą na części duszę. Ostatnia iskra w gasnącym krysztale należy do mnie. Piękna purpura już na zawsze pokryła twoje oczy.
Zakłamanie odeszło w niepamięć.
Oczy to podobno uniwersalne zwierciadła duszy. Potrafią powiedzieć prawdę precyzyjniej niż ludzkie słowa. Spójrz wgłąb mojej duszy. Co zobaczysz? Cierpienie, niezrozumienie, żal, grzech, szaleństwo? Nie, Pustkę. To takie smutne.
Przyćmiony, szkarłatny blask zgasł na wieki.


Inspiracja muzyczna

Wojna

Ach, moje serce krwawi
Tylko wojna ten stan poprawi.
Młode sadystki mają to do siebie,
Że lubią, kiedy coś się dzieję.
A że wojna jest niezwykle ciekawa,
Ja również zobaczyć bym ją chciała.

Putin nam tu rozpęta piekło
A Obama machnie na to ręką.
Nawet NATO nam nie pomoże,
więc uciekniemy rychło za morze.
W Anglii znajdziemy ukojenie
I wychowamy nowe pokolenie,
Które Polskę oswobodzi,
Więc wrócimy do Polski na łodzi.
Będziemy żyć już bezpiecznie
W kraju naszych przodków przedwiecznych.

—————–
Nie bierzcie tego tekstu na serio, bo jest to czyta ironia, zainspirowana obecną sytuacją na Ukrainie. Mam nadzieję, że się Wam podobało!

Bonus- Kwiaty sakury

– Hej, kochanie, spójrz jak piękny mamy dziś dzień. Pogoda już dawno nie była tak cudowna. Hej, kochanie, zobacz. Zakwitły pierwsze kwiaty Sakury.
Brunet roześmianymi oczami spojrzał na swojego wieloletniego partnera. Mimo iż mieli już po dwadzieścia siedem lat, brunet lubił czasem zachowywać się jak małe dziecko. Uwielbiał cieszyć się każdą pojedynczą chwilą.
Blondyn naprawdę kochał w nim tą cechę, ale nie potrafił już podchodzić do życia tak samo jak jeszcze te pół roku temu.

„Bywają w życiu człowieka chwile – zwłaszcza po okresach stałego podsycania próżności odwagą zamiarów – gdy nogi uginają się nagle, jakby były z waty, i jedyne, czego naprawdę się pragnie, to uciec nie oglądając się za siebie.”

-Hej, kochanie. Chodźmy sprawdzić czy płatki kwiatów pokryły już jezioro. Tafla wody wygląda wtedy tak niesamowicie pięknie, jakby otulała je delikatna pierzyna.
Brunet zaśmiał się wesoło, biegnąc przed siebie, do jeziora znajdującego się za ich domkiem w lesie. Za domkiem, który był spełnieniem ich wspólnych marzeń.
Zielone, roziskrzone oczy z zachwytem wpatrywały się w pokrytą biało-różowymi płatkami, taflę. Mężczyzna z uśmiechem obejrzał się na swojego partnera, który objął go w pasie od tyłu i przytulił delikatnie do swojego torsu.
Blondyn nie potrafił już cieszyć się tak drobnymi rzeczami jak opadające płatki ich ulubionych kwiatów.

„Dob­re chwi­le dzi­siej­sze­go dnia są smut­ny­mi wspom­nieniami jutra.”

– Hej, kochanie. Proszę, pomóż mi wstać.
Nieodłączny, słaby uśmiech na twarzy ukochanego, sprawiał, że jego serce umierało i odradzało się na nowo.
Blondyn pomógł swojemu partnerowi wstać i podejść do okna w ich domku w lesie. Usiadł na parapecie i wciągnął sobie bruneta delikatnie na kolana.
– Hej, kochanie, spójrz. Wszystkie kwiaty Sakury już opadły. Musimy przeczekać cały rok aż znów się odrodzą.
Błyszczące zielone oczy, były wszystkim o czym był w stanie myśleć blondyn. Jedynym punktem na świecie, na którym pragnął się skupić. Kochał jego oczy, bardziej niż kwiaty Sakury. Kochał go najbardziej na świecie. Bo to on był całym jego światem.

„Najgłębszy smu­tek szczęścia, że wszys­tko przemija. „

– Hej, kochanie, powiedz. Jak wygląda dzisiejszy księżyc? Musi być naprawdę piękny. Proszę,  opisz mi tą noc w najmniejszych szczegółach.
Blondyn siedział na łóżku obok swojego ukochanego. Trzymał go za rękę i opowiadał. Starał się opisać wszystko, ale nie potrafił. Najdrobniejsze szczegóły uciekały mu, przysłonięte przez iskrzące, zielone oczy. Mimo czającej się w nich słabości, nadal tak samo piękne. Nie potrafił oderwać od niego wzroku. Pragnął zapamiętać każdą najmniejszą, wspólną chwilę. Na próżno.

„Są ludzie, którym szczęście mig­nie tyl­ko na mo­ment, na mo­ment tyl­ko się ukaże po to tyl­ko, by uczy­nić życie tym smut­niej­sze i okrutniejsze.”

– Hej, iskierko, spójrz. Znów zakwitły kwiaty Sakury. Hej, iskierko. Jesteś moją największą miłością.
Blondyn z delikatnym uśmiechem patrzył na piękne zdjęcie, swojego uśmiechniętego partnera, przytwierdzone na zawsze do marmurowej płyty nagrobka. Nie zwracał uwagi na swoje łzy- wylał ich już tak wiele. Lecz teraz liczyło się tylko ostatnie pożegnanie z jego odchodzącą miłością, z jego największym skarbem, z całym szczęściem.
Kwiaty Sakury już zawsze przypominały mu o tej cudownej zieleni ukochanych oczu, którą tak desperacko pragnął zapamiętać. Z każdą kolejną wiosną ból był tylko coraz cięższy do zniesienia.

„Kiedy tkwisz tak otępiały wskutek własnej katastrofy, niezdolny do działania i myślenia, ogarnięty zimnym, gniotącym mrokiem, oddzielony od świata jak w nocnych halucynacjach lub osamotniony jak w chwilach żalu – znaczy to, że dotarłeś do negatywnego krańca życia, tam, gdzie panuje temperatura absolutna, gdzie ścina się w lód ostatnia życia iluzja.”

Mine! [1/1]


Wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet!


Mecz powoli zmierzał ku końcowi. Nie było wątpliwości co do tego kto wygra dzisiejsze spotkanie. Przeciwnicy zostali dosłownie wgnieceni w podłogę, nie mieli nawet zbyt wielu szans na kontratak, bo piłka szybko zostawała im odebrana. Oni nawet nie wiedzieli co się dzieje, a ich niezdecydowanie i zdezorientowanie świetnie wykorzystywała druga drużyna.
W końcu rozbrzmiał ostatni sygnał kończący mecz. Na hali zapanowała niesamowita wrzawa, kiedy kibice zaczęli wiatować na cześć graczy Teikou. Pokolenie Cudów nadal było niepokonane, ale byli w końcu mistrzami, a to zobowiązywało ich do odnoszenia zwycięstw. Poza tym, oni nadal chcieli utrzymywać się na swojej pozycji. Bardzo ciężko pracowali, aby znaleźć się na szczycie i teraz zamierzali udowodnić wszystkim, że zasługują na swój tytuł.
W tym spotkaniu zdecydowanie od wszystkich wyróżniali się dwaj zawodnicy. Akashi, który jako świetny strateg, zaplanował wszystko tak, aby jak najskuteczniej rozegrać ten mecz i to on był odpowiedzialny za zbieranie większości piłek. Aomine za to zdobył najwięcej punktów ze wszystkich graczy, popisując się przy tym wieloma niewybrednymi zwodami oraz wsadami.
– Aominecchi! Aominecchi! Byłeś dzisiaj niesamowity, Aominecchi!- powiedział podekscytowany Kise, kiedy tylko zeszli z boiska.
– Taa- mruknął chłopak i uśmiechnął się głupkowato.
Już widział te tłumy cycastych fanek piszczących na jego widok. Hmmm, będzie miał w czym wybierać, patrząc na rozmiar hali i ilość osób na niej. Może w końcu sobie porządnie pomaca. W końcu nowa Horikita Mai wyjdzie dopiero w przyszłym tygodniu, a on już potrzebował nowych, jędrnych cycków, do których będzie mógł się ślinić. W końcu był młody, miał prawo korzystać. Aż uśmiechnął się rozmarzony do swoich myśli.
– Hej Aominecchi, a może przyszedłbyś do mnie, żeby uczcić zwycięstwo?- zapytał nieśmiało blondyn, oblewając się rumieńcem.
Granatowowłosy w końcu otrząsnął się ze swoich wyobrażeń i spojrzał na kolegę z drużyny. Kise wyglądał jakby naprawdę mu zależało na jego odpowiedzi.
– Sorry blondi, na dzisiaj mam inne plany- wzruszył zlewczo ramionami i znowu rzucił okiem w kierunku rozwrzeszczanego tłumu.
Z boku usłyszał tylko ciężkie westchnienie i coś co przypominało wymruczane pod nosem „szkoda”. Po tym Ryota wyminął go i poszedł w końcu za resztą składu do szatni.
Mulat po chwili również ruszył w jego ślady. W przebieralni zastał już tylko blondyna, który smętnie się przebierał w kącie. Wzruszył ramionami i sam zaczął zdejmować z siebie przepocony strój do gry w kosza. Szybko się ogarnął jednocześnie decydując, że prysznic weźmie już w domu.
Z kącika, gdzie przebierał się blondyn, usłyszał rozmowę. Zdziwił się, bo przecież byli tu już sami. Odwrócił się więc i spojrzał w tamtą stronę.
Rozszerzył w szoku oczy, kiedy zobaczył, że Kuroko właśnie wspina się na palce, trzymając się ramion modela i całuje JEGO Ryotę. Zazgrzytał zębami, kiedy blondyn zamiast odepchnąć niebieskowłosego, objął go w pasie i przyciągnął bliżej siebie. Tego było już za wiele!
Stanął za nimi i odchrząknął głośno. Zirytowanym wzrokiem wpatrywał się w tą dwójkę, jak powoli odklejają się od siebie.
– Co to jest, kurwa?!- krzyknął na nich.
– Aomine-kun, to był pocałunek- zauważył Kuroko. Na jego twarzy jak zwykle nie było żadnych emocji. Przerażające.
– Tetsu, nie wkurwiaj mnie!- wycedził przez zęby chłopak. No zaraz mu chyba jebnie w tą opanowaną buźkę.- Dlaczego pocałowałeś moją, powtarzam MOJĄ blond księżniczkę?!
– Ach, Aominecchi!- Kise krzyknął głośno i rzucił się na szyję Daikiego.- Jesteś uroczy!
– Czekaj, Ryota. Muszę najpierw walnąć temu małemu, niebieskiemu diabłu…- warknął. Jego własności się nie rusza, a Kise był tylko jego.
Oderwał od siebie blondyna i stanął przed nim, protekcjonalnie oddzielając go od Tetsuyi. Zamrugał, bo jego potencjalnego rywala już tu nie było. Cholerne misdirection. Tym razem musi mu odpuścić, ale kiedy znowu go spotka, na pewno mu przywali! Tak.
– To co, Aominecchi? Przyjdziesz do mnie?- zapytał z rozbrajającym uśmiechem blondyn.
Granatowowłosy objął chłopaka w pasie i przyciągnął go do siebie blisko. Wpił się gwałtownie w jego usta i całował go długo oraz namiętnie. Kise czuł jak kolana mu miękną pod wpływem tak gorącego pocałunku. Zrobiło mu się bardzo gorąco, ale i tak przylgnął bardziej do torsu Daikiego.
– Mój- powiedział zaborczo Mulat, kiedy już oderwał się od słodkich ust blondyna.
Kise roześmiał się tylko wesoło i przytaknął. Nie było mu już jednak tak bardzo do śmiechu, kiedy następnego dnia nie mógł normalnie siedzieć.