Rozdział 7- Connected Souls

 

Nienawidził takich oficjalnych przyjęć. Na jego nieszczęście, jego ojciec często dostawał zaproszenia na takie bankiety, czy kameralne spotkania utrzymane w oficjalnym tonie. Zawsze starał się od tego wymigać, ale tym razem niestety nie znalazł odpowiednich argumentów. Dlatego teraz siedział w samochodzie i patrzył wilkiem na swoich rodziców. Zawsze twierdzili, że jak są zaproszeni, to całą rodziną. Kellin nie chciał się z nimi zgadzać, jednak w głębi duszy wiedział, że to oni mają, w tym wypadku, rację. Nie zamierzał się też o to z nimi kłócić, bo choć nie byli rodziną bez sporów, to jednak zawsze byli ze sobą bardzo blisko. Nie chciał, swoim zachowaniem, doprowadzić do pogorszenia ich stosunków. Wystarczało mu, że nie dogadywał się z siostrą. Jego rozmyślania zostały przerwane przez spokojny głos jego matki.

– Synku, nie patrz tak.- powiedziała, łagodnie się uśmiechając.- Dobrze wiesz, że na zaproszeniu było napisane, żeby przyszła cała rodzina. Myślałam, że ten temat mamy już dawno przerobiony.

– Tak, wiem. Przepraszam, ale ja nie bawię się tam dobrze.- mruknął.

– Wiem, skarbie. Ale dla dobra rodziny się przemęczysz, prawda?

Chłopak skinął smętnie głową. Nie potrafił jej odmówić, gdy patrzyła na niego z mieszanką nadziei i dumy, albo gdy mówiła tak łagodnym i spokojnym tonem. Był zdecydowanie za miękki.

Zanim się spostrzegł, jego samochód zatrzymał się już na miejscu. Kellin nie patrząc na otoczenie wysiadł z auta, a wtedy jego wzrok napotkał dużą willę. Przez chwilę nie mógł uwierzyć, że stoi właśnie przed domem Noah. Moment później wybuchnął nerwowym śmiechem. Jak miał się trzymać z dala od tego chłopaka, jeśli będzie zapraszany do niego na przyjęcia? Jak miał być obojętny, jeżeli będzie spędzał z nim czas również w wolnych chwilach, nie tylko na próbach? Odgonił od siebie natrętne myśli i stanął obok rodziców już spokojny,  po krótkiej chwili wszyscy razem skierowali się w stronę wejścia do willi. Niechętnie poszedł za nimi. Już w progu posiadłości spostrzegł chłopaka, który nie opuszczał jego myśli, jego brata i, jak się domyślał, ich rodziców. Westchnął tylko i ruszył do wejścia.

 ~*~*~

 

Blondyn wolnym krokiem wszedł do salonu i stanął u boku swoich rodziców, uprzejmie witając wszystkich przybywających gości. Nienawidził tej całej sztucznej otoczki, ale chciał zrobić rodzicom przyjemność po ich długiej nieobecności, chociaż w głębi duszy miał do nich żal, że ciągle zostawiają jego i brata samych. Zresztą na brata teraz również był trochę zły, bo oddał jego ukochanego psa do hotelu dla zwierząt, na czas przyjazdu rodziców, bez pytania i jego zgody. Cory miał jedynie szczęście, że wybrał dobre argumenty, a i Noah nie potrafił się na niego długo gniewać.

Witał już kolejnych gości, kiedy pod ich dom podjechał czarny dosyć sporych rozmiarów samochód. Zobaczył bardzo elegancką parę, za nimi wysiadła piękna dziewczyna i chłopak. Turkusowooki kojarzył go, ale z takiej odległości nie widział dokładnie jego twarzy. Dopiero kiedy chłopak stanął w świetle latarni, Noah aż zachłysnął się powietrzem. Kellin wyglądał nieziemsko, w jego mniemaniu. Dawno nie widział chłopaka, który ubrany w dosyć eleganckie ubrania wyglądałby tak swobodnie i seksownie zarazem. Brunet miał na sobie obcisłe, granatowe rurki, idealnie opinające się na jego smukłych biodrach, czarne trampki i białą, zwiewną koszulę rozpiętą u góry. Na to zarzuconą miał czarną marynarkę. Wyglądał na niedbale eleganckiego i Noah aż zaparło dech w piersi. Nie mógł oderwać od niego spojrzenia. Patrzył jak chłopak pewnie kroczy w kierunku wejścia. Z lekkiego odrętwienia wyrwał go chichot jego brata, który delikatnie, prawie niezauważalnie trącił go w bok, nachylając się ku niemu.

– Seksowny jest, nie powiem, że nie, ale nie musisz się tak ostentacyjnie ślinić na jego widok.- ponownie się zaśmiał. Noah spłoną intensywnym rumieńcem, świetnie widocznym w świetle lamp i świec.

– Ja się nie ślinie, więc się zamknij.- wycedził przez zaciśnięte zęby, patrząc na brata z rządzą mordu. Ich matka spojrzała na niego z dezaprobatą, więc już nic więcej nie dodał.

Dorośli przywitali się ze sobą uprzejmie i nie zwracając już uwagi na swoje dzieci poszli do środka, pogrążając się w rozmowie. Kellin stanął na przeciwko Noah i spojrzał mu w oczy, rumieniąc się delikatnie. Jego siostra stanęła po jego prawej stronie i z zainteresowaniem wpatrywała się w nieznanych jej chłopaków.

– Witamy w naszych skromnych progach.- powiedział oficjalnym tonem blondyn, po czym zaśmiał się krótko.- Mówiłeś, że jesteś zaproszony na przyjęcie, szkoda tylko, że nie pochwaliłeś się, że do nas.- zwrócił się do Kellina z udawaną pretensją w głosie. Cory tylko stał z boku z uśmiechem na ustach, przypatrując się tej dwójce.

– Aż do teraz, nie wiedziałem gdzie jadę.- odpowiedział brunet.

– A kim jest twoja śliczna przyjaciółka?- spytał Noah z zaciekawieniem patrząc na brązowowłosą. Dziewczyna spłoniła się uroczo, a Kellin zawarczał pod nosem.

– Ona nie jest moją przyjaciółką.- poinformował ich butnie.- To Holly. Moja adoptowana siostra.- przedstawił ją bez większego entuzjazmu.

– Cześć!- przywitała się.

– Miło nam cię poznać, Holly. Ja jestem Cory, a to mój nieznośny, młodszy braciszek Noah.

– Ej!- oburzył się blondyn.- Nie jestem nieznośny…aż tak bardzo- uśmiechnął się drapieżnie.

Dziewczyna z zachwytem patrzyła na osiemnastolatka, co bardzo nie spodobało się jej bratu, który wciąż warczał pod nosem. Cory dostrzegając to zaproponował, że oprowadzi ją po domu i pokaże ogród. Siedemnastolatka entuzjastycznie przyjęła propozycję i po chwili oboje weszli w głąb domu.

Kellin i Noah stali na przeciwko siebie w krępującej ciszy i tylko patrzyli się na siebie. W końcu Noah nie mógł już tego wytrzymać i zagadnął:

– Może przejdziemy się po ogrodzie i porozmawiamy? Tam jest ciszej.- powiedział, kiedy chłopak spojrzał na niego pytająco. Brunet tylko kiwną delikatnie głową na znak zgody. 

 ~*~*~

 

Granatowe, nocne niebo usiane było milionami srebrzystych gwiazd delikatnie rozświetlających mrok nocy. Księżyc w kształcie rogalika również dawał nikłą poświatę. Pod gołym niebem spacerowało w milczeniu dwóch młodych mężczyzn. Napawali się ciszą i spokojem tej chwili. Po wyjściu z zatłoczonego domu nie zamienili ze sobą jeszcze ani jednego słowa, chociaż w planach mieli rozmowę podczas spaceru w ogrodzie. Niezmąconą ciszę przerwało ciche westchnienie Noah, który wszedł do małej altanki i usiadł na ławeczce. Gestem ręki pokazał Kellinowi, aby przyłączył się do niego. Chłopak posłusznie przysiadł się do swojego kolegi i patrzył na niego wyczekującym wzrokiem. Blondyn przelotnie zerknął na towarzysza po czym utkwił swój wzrok w rosnącym nieopodal drzewie. Siedzieli tak chwilę i brunet zaczynał się już niecierpliwić. Miał zamiar wstać i wrócić do środka, ale słowa Noah skutecznie zatrzymały go na miejscu.

– Przepraszam za to, że jestem takim głupim kretynem. Przepraszam jeżeli Cię wtedy uraziłem. Nie chciałem tego…- zawahał się. Spojrzał chłopakowi prosto w oczy. Na moment utonął w intensywnej zieleni tych pięknych tęczówek. Ponownie przeniósł swój wzrok na widok w dal.- Właściwie to chciałem.- przyznał cicho.- Ale to wszystko jest nie tak jak ty sobie myślisz! – zaczął się bronić.- A ja…ja chyba nie jestem jeszcze gotów o tym mówić. Komukolwiek. Nie mam jak się z tego wytłumaczyć.- przyznał z westchnieniem.

Kellin wysłuchał jego krótkiego monologu i nie wierzył w to co właśnie usłyszał. Noah go przepraszał. Znowu. Ale po co? Przecież brunet już mu wybaczył. Przepraszał go już raz przez telefon, a teraz powtarza to. Zmarszczył brwi w zamyśleniu.

Noah widząc zamyśloną minę bruneta przerwał swój wywód. Czyżby chłopak już nie był taki pewny czy powinien mu wybaczyć? Miał nadzieję, że jednak to nie było to. Jeśli Kellin nie był by wstanie zapomnieć, bądź co bądź, niemiłych słów blondyna, to ich dalsza współpraca mogłaby być dosyć problematyczna. Nie wyobrażał sobie móc dogadywać się z kimś kto nadal żywił do niego urazę za nieprzemyślane zachowanie.

– Ja przecież ci już wybaczyłem, więc po co się powtarzasz?- zapytał lekko zdezorientowany Kellin.

– Bo powinienem przeprosić cię prosto w oczy, a nie przez telefon- wyjaśnił.

– Jeżeli tak, to okey- uśmiechnął się do chłopaka.

A Noah zapatrzył się na jego uśmiech jak oczarowany. Nie rozumiał, co ten chłopak w sobie miał, że tak go do niego ciągnęło, ale zdecydowanie mu to nie przeszkadzało. Kellin miał po prostu zniewalający uśmiech i przyćmiewające jego zdrowy rozsądek oczy, w których intensywnej zieleni tonął za każdym razem, kiedy w nie patrzył. Był wysoki, miał szczupłe biodra i płaski brzuch. Brunet był po prostu piękny. Niebieskooki zapragnął dotknąć go, posmakować jego skóry. Zagłębić się w doznaniach. Całować do utraty tchu, opętać wszystkie ich zmysły szaloną namiętnością i przywłaszczyć sobie jego ciało. O tak! Chciał tego pięknego bruneta.

Atmosfera jaka między nimi panowała zaczęła gęstnieć. Blondyn przysunął się trochę do Kellina. Delikatnie położył mu rękę na policzku, kciukiem pocierając miękką skórę. Wciąż patrząc w jego piękne oczy, lekko pochylił się nad nim i połączył ich usta w delikatnym pocałunku, krótkim jak muśnięcie skrzydeł motyla. Z niemałą obawą, że tym razem to on może zostać odtrącony, znów potarł swoimi rozgrzanymi ustami, te należące do chłopaka. Każdy kolejny pocałunek był równie niepewny i krótki, ale jakże elektryzujący. Pozostawiał wielki niedosyt i ochotę na pogłębienie wrażeń. Ogarnęła go fala gorąca, kiedy brunet zaczął odpowiadać na pocałunki. Zamknął oczy i z nową determinacją naparł na usta chłopaka, nadal składając na nich subtelne pocałunki. W końcu to Kellin uchylił usta w niemym zaproszeniu do pogłębienia pieszczoty. Noah chętnie z tego skorzystał i po chwili całowali się namiętnie. King zarzucił swoje ręce na szyję blondyna przyciągając go jeszcze bliżej siebie, a on nie pozostał obojętny. Objął bruneta w pasie i również przysunął bliżej. Chciał poczuć jego rozgrzewające się ciało, tak blisko swojego. Zaczął się podniecać, z każdą chwilą pragnąc więcej i czując, że jeśli się zaraz nie odsunie, nie będzie w stanie się dłużej kontrolować.

Zsunął jedną ze swych dłoni na pośladek bruneta i ścisnął delikatnie przez cienki materiał spodni. Na to doznanie Kellin gwałtownie się od niego odsunął, rumieniąc się jak dorodna piwonia. Jego oddech był przyśpieszony, oczy szeroko otwarte z uporem unikające spojrzenia na blondyna. W tym momencie przypominał małego, przerażonego kociaka. Noah zastanowił się co zrobił nie tak, że brunet tak impulsywnie na to zareagował? Czyżby pozwolił sobie na zbyt wiele? A może Kellin nadal był prawiczkiem i przez przypadek przekroczył jakąś granicę? 

– Coś nie tak?

– Nie dotykaj mnie…tam- powiedział, odwracając wzrok.- Chyba powinniśmy wrócić do środka.

– Jasne, jeśli tego właśnie chcesz.

~*~*~


Holly stała na werandzie i podziwiała piękno ogrodu gospodarzy. Uwielbiała naturę i od niepamiętnych czasów interesowała się nią. A oglądanie pięknego, rozgwieżdżonego nieba, było dla niej przyjemnością samą w sobie.

Stojąc na świeżym powietrzu i patrząc w gwiazdy, młoda dziewczyna rozmyślała o tym co przed chwilą zobaczyła. Nie mogła uwierzyć, że jeden z tych, nowo poznanych dzisiaj, chłopaków jest gejem i całował się z jej starszym bratem. I to akurat Noah!

On był ucieleśnieniem jej marzeń dotyczących chłopaka. Wysoki, dobrze zbudowany blondyn o zabójczych oczach. Na dodatek starszy od niej, zabawny i miły. Chłopak jak ze snu.

Co ten Kellin w sobie miał, że taki chłopak jak Dawson na niego poleciał? Przecież jej braciszek nie był nikim wyróżniającym się z tłumu. No dobra, był wysoki jak na swój wiek, ale poza tym, jej skromnym zdaniem, był zupełnie przeciętny. Brunet o przeciętnej urodzie ze zwykłymi, zielonymi oczami. Nic specjalnego. Chociaż może ona nie potrafiła dostrzec jak bardzo przystojny był, ponieważ była jego młodszą siostrą. Zwyczajnie nie potrafiła być w tej sprawie obiektywna.

Dziewczyna prychnęła cicho pod nosem. Kellin zawsze potrafił rozkochać w sobie nawet tych najprzystojniejszych chłopaków. Nie wiedziała, czy on robił to świadomie czy nie. Nie mniej jednak, nie za bardzo ją to interesowało. Ważne było tylko to, że zazwyczaj zauroczeni byli nim faceci, którzy podobali się również Holly. Gustowała ona bowiem w starszych i wyższych od niej chłopakach o nieprzeciętnej urodzie. A niezaprzeczalny urok młodego Kinga właśnie takich do niego przyciągał. Nie ważne czy dany mężczyzna był homoseksualny czy też nie- każdy zwracał uwagę na jej starszego brata. Ten fakt doprowadzał ją do ogromnej frustracji.

Blondynka odwróciła się przodem do wejścia do rezydencji i rozejrzała się. W tłumie ludzi dostrzegła Noah, który wraz z jego starszym bratem, stał nonszalancko oparty o ścianę i rozmawiał z Kellinem. Przyglądała się jak wesoło ze sobą dyskutują, śmiejąc się i wygłupiając. W pewnym momencie młodszy z braci Dawson powiedział coś na co Kellin zareagował soczystym rumieńcem, a Cory zaczął się głośno śmiać, klepiąc Kinga pocieszająco w plecy.

Na ten widok siedemnastolatka zacisnęła dłonie w pięści, a jej twarz wykrzywił nieprzyjemny grymas złości. Gdyby ktoś na nią spojrzał z boku, mógłby stwierdzić, że dziewczyna przed chwilą wzięła do ust kwaśną cytrynę. Dawno nie była aż tak zdenerwowana. Noah naprawdę się jej spodobał, a jej brat znów chciał zagarnąć kolejnego chłopaka dla siebie. Nie mogła kolejny raz na to pozwolić.

Ostatni raz rzuciła okiem na tą sielankową scenkę, a później zadzwoniła po taksówkę. Nie miała zamiaru dłużej przebywać na tym beznadziejnym bankiecie i oglądać jak blondyn poddaje się urokowi młodego Kinga. Powiedziała więc rodzicom, że nie czuje się najlepiej i wróciła do domu. W jej głowie już kłębiło się mnóstwo pomysłów na zdobycie chłopaka.

 

Reklamy

Just me

Od dawna starałem się odkryć moją prawdziwą naturę i to kim tak naprawdę jestem. Muszę przyznać, że nie było to proste zadanie, bo od kiedy pamiętam, czułem się trochę inny od otaczających mnie ludzi.

Byłem z pozoru całkiem zwykłym nastolatkiem, nie wyróżniałem się niczym szczególnym z tłumu moich rówieśników. Nikt chyba nawet nie zastanawiał się, że mogę być inny. Ale ja to po prostu czułem. Od zawsze szczerze zakochany w muzyce, od najmłodszych lat uczyłem się grać na perkusji.

Fascynacja akurat tym instrumentem nie wzięła się znikąd. Podziwiałem wówczas wielu perkusistów z różnych zespołów. Moi rodzice byli zdziwieni , gdy jako pięcioletni chłopiec oznajmiłem im, że to właśnie perkusja jest instrumentem, który jest mi przeznaczony. Na początku próbowali mnie jeszcze przekonać do gry na gitarze, co wydawało mi się wtedy strasznie nudne i pospolite, nawet zaproponowali mi grę na skrzypcach. Nie zgodziłem się jednak na to. Byłem szczerze zafascynowany bębnami i ich możliwościami. Teraz nie żałują, że w końcu przystali na moją prośbę i zgodzili się na spełnienie mojego dziecięcego marzenia.

Częste ćwiczenia i próby pozwalały mi się skutecznie wyładować w tak pozytywny sposób. Myślę, że to właśnie dzięki temu mój okres młodzieńczego buntu był naprawdę bardzo krótki i nie tak wybuchowy jak zdarzało mi się zaobserwować u moich znajomych. Nie wpadłem ani w złe towarzystwo ani nie szlajałem się nocami po dziwnych spelunach, aby wrócić następnego dnia do domu kompletnie nawalonym. Po części mnie to cieszyło, ale po części to nawet nie wiedziałem co mnie omija. Nie za bardzo mnie to jednak martwiło. Zwyczajnie nie byłem zainteresowany takimi rzeczami. W głowie miałem tylko muzykę i grę na bębnach. Kochałem to.

W całości oddawałem się swojej pasji i to mi w zupełności wystarczało do pełni szczęścia. Nie myślałem wtedy o niczym innym.

Znajomi podziwiali moją wytrwałość w dążeniu do celu i nigdy nie miałem w szkole ani w ogóle problemów z powodu mojego wycofania z życia społecznego. Było w porządku i miałem spokój.

Gorzej zaczęło być w liceum. Ludzie byli zupełnie nowi, w większości nikt się nie znał i dlatego chcieli się dobrze zapoznać. Rozmawiałem z nimi i wydawało mi się, że będzie wszystko po staremu- tak jak byłem do tego przyzwyczajony, że ludzie niezbyt interesowali się moją osobą. Ale jednocześnie zdawałem sobie sprawę, że to dopiero początek i wszystko mogło się jeszcze zmienić. Mimo tego, starałem się nie zrażać do nowych znajomych. Jak na moje możliwości społeczne i tak uważałem, że szło mi zaskakująco dobrze. Miałem w klasie nawet czterech znajomych, z którymi regularnie rozmawiałem i kilku takich, z którymi utrzymywałem luźne kontakty. Uważałem to za całkiem spory sukces.

Pewnego dnia jednak chłopaki, jak to chłopaki, zaczęli rozmawiać o seksie. Opowiadali o swoich łóżkowych podbojach. Poczułem się wtedy bardzo nieswojo. Kiedy szczegółowo opowiadali o tym, co robili w łóżku ze swoimi dziewczynami, robiło mi się niedobrze. Myślałem, że spalę się ze wstydu, kiedy przyszła moja kolej na pochwalenie się ‘taką historią’. Problemem było to, że nie miałem żadnej. Nigdy nie ciągnęło mnie do dziewczyn i do zaglądania im pod spódniczki. Gorzej. Nigdy nie czułem żadnych potrzeb seksualnych.

Ze swojego aseksualizmu zdałem sobie sprawę dobre trzy czy cztery lata wcześniej. Ale żeby było jeszcze zabawniej, byłem AS-em homo-romantycznym. Pragnąłem związku z mężczyzną. Ale nie chciałem relacji opierającej się na seksie. Potrzebowałem kogoś, kto rozumiałby mnie, wspierał i po prostu był obok. Wiedziałem, że nie mogło to być proste. W końcu znalezienie mężczyzny, który by mnie takiego zaakceptował byłoby bardzo ciężkie. Wszystkich aseksualistów było niewielu. Z tego prostego rachunku wychodzi, że znacznie mniej jest więc homo-romantycznych AS-ów. Była niewielka szansa, że spotkałbym kogoś takiego. Cóż, marzyć nikt mi nie zabroni.

W każdym razie, w szkole nigdy się nikomu nie przyznałem do braku popędu seksualnego. Zdawałem sobie sprawę, że dla przeciętnego nastolatka, w którym hormony buzowały, to mogłoby się wydawać wręcz abstrakcyjne. Ale taki właśnie byłem.

Nigdy nie miałem większych problemów z zaakceptowaniem siebie. Za stratę czasu za to uważałem próby stania się kimś innym tylko ze względu na społeczeństwo. Usilne staranie się wpasować w szufladki, które dla nas przygotowało społeczeństwo, nie było dla mnie. To byłaby czysta głupota, a mi było dobrze z tym kim jestem. I było mi absolutnie wszystko jedno co ludzie o mnie pomyślą, gdy się dowiedzą. Jedynym powodem, dla którego nic nie mówiłem była potrzeba spokoju. No i nie chciałem, żeby ludzie zawracali mi głowę swoimi problemami dotyczącymi mnie. Jeśli coś by im nie pasowało, to byłby tylko i wyłącznie ich problem.

Nigdy nie potrafiłem zrozumieć ograniczonych umysłów ludzi zaprogramowanych, aby postrzegać świat tylko tak, jak innym jest wygodnie. Nie chciałem być kimś takim. Bać się poruszać tematy tabu, bo „co ktoś sobie pomyśli”. Wolałem być wolnym, nawet jeśli to robiło ze mnie kosmitę. Cena zdecydowanie była warta świeczki.

Teraz, kiedy jestem już po studiach na swoim, nie boję się pokazywać kim jestem. Nie boję się wyrażania swoich poglądów, nawet jeśli nie są zgodne z powszechnie przyjętą opinią. Byłem tym kim chciałem być i czułem się z tym dobrze. Znalazłem mężczyznę, który mnie akceptuje i żyjemy razem już od kilku lat. Kochamy się, a mój aseksualizm nie przeszkadza w naszym związku. Przekonaliśmy się, że w życiu bardzo ważną umiejętnością jest możliwość zawierania kompromisów. Jest nam razem dobrze i obaj jesteśmy bardzo szczęśliwi.

Przekonałem się, że marzenia się spełniają- nawet takie, które wydają się być z góry skazane na porażkę. Ja odnalazłem moje szczęście przy boku wspaniałego mężczyzny. Nadal grałem na perkusji i wciąż sprawiało mi to niesamowitą radość. Życie stało się o wiele prostsze od kiedy zacząłem podążać własną ścieżką, a nie wydeptanymi przez innych szlakami.

Byłem szczęśliwy i tylko to się liczyło.

Ballada o chłopcu

„Słyszeliście? Poszła fama,
Że gdy słońca brak w połowie,
Chadza przez gaj leśna dama,
Tylko widmo, a nie człowiek.

Wielu o nią ciągle pyta,
Chłopy krążą, węszą wszędzie,
Bo mawiają, że kto schwyta,
Piękna cała jego będzie.”

Tak mówili ludzie we wsi,
Lecz mówili będą zawdy.
Ja wiedziałam ile baśni
W tym gadaniu, ile prawdy.

Młody chłopak z miasta granic,
Bawidamek i artysta,
Uznał, że mu Piękna na nic,
Ale – nudno. Więc skorzysta.

Przed zachodem w drogę ruszył,
Miał przy sobie wór ze złotem,
Czym też innym damę skusi?
Tego miał żałować potem.

Słońce zaszło już w połowie,
Chłopak czekał niewzruszony,
Przecież gdzie mu teraz w głowie
Jakieś tam szukanie żony?

„Zjawa, plotą, wielkie halo!
Toć kobieca dusza biega.
Aby taką posiąść całą
Nigdy wiele mi nie trzeba!

Piękny uśmiech, słowo miłe,
Jeszcze milszy worek złota,
Nic w tym trudne i zawiłe,
Aby naszła ją ochota.”

Czekał chwilę chłopak krnąbrny,
Noc nakryła mrokiem drzewa,
Miał już poddać się na dobre –
A tu nagle ktoś zaśpiewał.

Głos ten niczym objawienie,
Prawda pośród kłamstw parszywych,
Wprawił chłopca w dziwne drżenie,
Nie należał on do żywych.

Księżycowe światło wpadło
Poprzez liście i gałęzie,
Lecz przy głosie cudnym zbladło,
Tak jak barwy, dźwięki – wszędzie.

Nie śmiał słowa wypowiedzieć
Oniemiały chłopaczyna,
Wstał, nie mogąc już usiedzieć,
Ale w cieniu się zatrzymał.

Pojawiła się i postać,
Całkiem naga i świetlista.
Chociaż mądrzej w cieniu zostać,
Chciał ją ujrzeć chłopak z bliska.

Smukłe plecy, warkocz biały,
Chód leciutki, od niechcenia,
Każdy oddałby się cały
W cudnej chwili uniesienia.

I artysta w świecie własnym
Chcąc dziewczyny ujrzeć usta
Dotknął ledwie pleców jasnych,
W tym momencie śpiew jej – ustał.

Las aż zamilkł w wielkim gniewie,
Któż śmiał dziecko jego nękać?
Z tego gniewu w każdym drzewie
Kora rozpoczęła pękać.

Szeleściła nawet groźnie,
Pod stopami ducha trawa,
A artysta – zgubił buty.
Jak się okazało, zjawa
Męskie miała atrybuty.

Rysy piękne, mord na twarzy,
Mina mocno wroga, obca.
Któż zaprawdę mógł zobaczyć,
Że ten duch był duchem chłopca?

„Hej, robaku!” światło rzekło,
„Chcesz się ze mną zmierzyć w walce?
Mogę zrobić z życia piekło!
Trzym przy sobie swoje palce!

Co tam masz? Bogactwa jakie?
Ha! Ze śmiechu chyba padnę!
Gierki i przekręty takie
Trzymaj ty na panny ładne.

Co tak patrzysz jak ta sroka?
Przepadł gdzieś ci język w gębie?
Pójdź już, droga jest szeroka,
Nudne już, że cię tu gnębię.”

Wrócił chłopak z dochodzenia,
Wciąż milczący i pobladły,
Bez trzewików co z wrażenia
W leśnej gąszczy gdzieś mu spadły.

Podszedł do mnie chłopak wtedy,
Świadkiem byłam tej przemiany,
I ze wzrokiem pełnym biedy
Rzekł mi – „Jestem zakochany.”