Rozdział 7- Connected Souls

 

Nienawidził takich oficjalnych przyjęć. Na jego nieszczęście, jego ojciec często dostawał zaproszenia na takie bankiety, czy kameralne spotkania utrzymane w oficjalnym tonie. Zawsze starał się od tego wymigać, ale tym razem niestety nie znalazł odpowiednich argumentów. Dlatego teraz siedział w samochodzie i patrzył wilkiem na swoich rodziców. Zawsze twierdzili, że jak są zaproszeni, to całą rodziną. Kellin nie chciał się z nimi zgadzać, jednak w głębi duszy wiedział, że to oni mają, w tym wypadku, rację. Nie zamierzał się też o to z nimi kłócić, bo choć nie byli rodziną bez sporów, to jednak zawsze byli ze sobą bardzo blisko. Nie chciał, swoim zachowaniem, doprowadzić do pogorszenia ich stosunków. Wystarczało mu, że nie dogadywał się z siostrą. Jego rozmyślania zostały przerwane przez spokojny głos jego matki.

– Synku, nie patrz tak.- powiedziała, łagodnie się uśmiechając.- Dobrze wiesz, że na zaproszeniu było napisane, żeby przyszła cała rodzina. Myślałam, że ten temat mamy już dawno przerobiony.

– Tak, wiem. Przepraszam, ale ja nie bawię się tam dobrze.- mruknął.

– Wiem, skarbie. Ale dla dobra rodziny się przemęczysz, prawda?

Chłopak skinął smętnie głową. Nie potrafił jej odmówić, gdy patrzyła na niego z mieszanką nadziei i dumy, albo gdy mówiła tak łagodnym i spokojnym tonem. Był zdecydowanie za miękki.

Zanim się spostrzegł, jego samochód zatrzymał się już na miejscu. Kellin nie patrząc na otoczenie wysiadł z auta, a wtedy jego wzrok napotkał dużą willę. Przez chwilę nie mógł uwierzyć, że stoi właśnie przed domem Noah. Moment później wybuchnął nerwowym śmiechem. Jak miał się trzymać z dala od tego chłopaka, jeśli będzie zapraszany do niego na przyjęcia? Jak miał być obojętny, jeżeli będzie spędzał z nim czas również w wolnych chwilach, nie tylko na próbach? Odgonił od siebie natrętne myśli i stanął obok rodziców już spokojny,  po krótkiej chwili wszyscy razem skierowali się w stronę wejścia do willi. Niechętnie poszedł za nimi. Już w progu posiadłości spostrzegł chłopaka, który nie opuszczał jego myśli, jego brata i, jak się domyślał, ich rodziców. Westchnął tylko i ruszył do wejścia.

 ~*~*~

 

Blondyn wolnym krokiem wszedł do salonu i stanął u boku swoich rodziców, uprzejmie witając wszystkich przybywających gości. Nienawidził tej całej sztucznej otoczki, ale chciał zrobić rodzicom przyjemność po ich długiej nieobecności, chociaż w głębi duszy miał do nich żal, że ciągle zostawiają jego i brata samych. Zresztą na brata teraz również był trochę zły, bo oddał jego ukochanego psa do hotelu dla zwierząt, na czas przyjazdu rodziców, bez pytania i jego zgody. Cory miał jedynie szczęście, że wybrał dobre argumenty, a i Noah nie potrafił się na niego długo gniewać.

Witał już kolejnych gości, kiedy pod ich dom podjechał czarny dosyć sporych rozmiarów samochód. Zobaczył bardzo elegancką parę, za nimi wysiadła piękna dziewczyna i chłopak. Turkusowooki kojarzył go, ale z takiej odległości nie widział dokładnie jego twarzy. Dopiero kiedy chłopak stanął w świetle latarni, Noah aż zachłysnął się powietrzem. Kellin wyglądał nieziemsko, w jego mniemaniu. Dawno nie widział chłopaka, który ubrany w dosyć eleganckie ubrania wyglądałby tak swobodnie i seksownie zarazem. Brunet miał na sobie obcisłe, granatowe rurki, idealnie opinające się na jego smukłych biodrach, czarne trampki i białą, zwiewną koszulę rozpiętą u góry. Na to zarzuconą miał czarną marynarkę. Wyglądał na niedbale eleganckiego i Noah aż zaparło dech w piersi. Nie mógł oderwać od niego spojrzenia. Patrzył jak chłopak pewnie kroczy w kierunku wejścia. Z lekkiego odrętwienia wyrwał go chichot jego brata, który delikatnie, prawie niezauważalnie trącił go w bok, nachylając się ku niemu.

– Seksowny jest, nie powiem, że nie, ale nie musisz się tak ostentacyjnie ślinić na jego widok.- ponownie się zaśmiał. Noah spłoną intensywnym rumieńcem, świetnie widocznym w świetle lamp i świec.

– Ja się nie ślinie, więc się zamknij.- wycedził przez zaciśnięte zęby, patrząc na brata z rządzą mordu. Ich matka spojrzała na niego z dezaprobatą, więc już nic więcej nie dodał.

Dorośli przywitali się ze sobą uprzejmie i nie zwracając już uwagi na swoje dzieci poszli do środka, pogrążając się w rozmowie. Kellin stanął na przeciwko Noah i spojrzał mu w oczy, rumieniąc się delikatnie. Jego siostra stanęła po jego prawej stronie i z zainteresowaniem wpatrywała się w nieznanych jej chłopaków.

– Witamy w naszych skromnych progach.- powiedział oficjalnym tonem blondyn, po czym zaśmiał się krótko.- Mówiłeś, że jesteś zaproszony na przyjęcie, szkoda tylko, że nie pochwaliłeś się, że do nas.- zwrócił się do Kellina z udawaną pretensją w głosie. Cory tylko stał z boku z uśmiechem na ustach, przypatrując się tej dwójce.

– Aż do teraz, nie wiedziałem gdzie jadę.- odpowiedział brunet.

– A kim jest twoja śliczna przyjaciółka?- spytał Noah z zaciekawieniem patrząc na brązowowłosą. Dziewczyna spłoniła się uroczo, a Kellin zawarczał pod nosem.

– Ona nie jest moją przyjaciółką.- poinformował ich butnie.- To Holly. Moja adoptowana siostra.- przedstawił ją bez większego entuzjazmu.

– Cześć!- przywitała się.

– Miło nam cię poznać, Holly. Ja jestem Cory, a to mój nieznośny, młodszy braciszek Noah.

– Ej!- oburzył się blondyn.- Nie jestem nieznośny…aż tak bardzo- uśmiechnął się drapieżnie.

Dziewczyna z zachwytem patrzyła na osiemnastolatka, co bardzo nie spodobało się jej bratu, który wciąż warczał pod nosem. Cory dostrzegając to zaproponował, że oprowadzi ją po domu i pokaże ogród. Siedemnastolatka entuzjastycznie przyjęła propozycję i po chwili oboje weszli w głąb domu.

Kellin i Noah stali na przeciwko siebie w krępującej ciszy i tylko patrzyli się na siebie. W końcu Noah nie mógł już tego wytrzymać i zagadnął:

– Może przejdziemy się po ogrodzie i porozmawiamy? Tam jest ciszej.- powiedział, kiedy chłopak spojrzał na niego pytająco. Brunet tylko kiwną delikatnie głową na znak zgody. 

 ~*~*~

 

Granatowe, nocne niebo usiane było milionami srebrzystych gwiazd delikatnie rozświetlających mrok nocy. Księżyc w kształcie rogalika również dawał nikłą poświatę. Pod gołym niebem spacerowało w milczeniu dwóch młodych mężczyzn. Napawali się ciszą i spokojem tej chwili. Po wyjściu z zatłoczonego domu nie zamienili ze sobą jeszcze ani jednego słowa, chociaż w planach mieli rozmowę podczas spaceru w ogrodzie. Niezmąconą ciszę przerwało ciche westchnienie Noah, który wszedł do małej altanki i usiadł na ławeczce. Gestem ręki pokazał Kellinowi, aby przyłączył się do niego. Chłopak posłusznie przysiadł się do swojego kolegi i patrzył na niego wyczekującym wzrokiem. Blondyn przelotnie zerknął na towarzysza po czym utkwił swój wzrok w rosnącym nieopodal drzewie. Siedzieli tak chwilę i brunet zaczynał się już niecierpliwić. Miał zamiar wstać i wrócić do środka, ale słowa Noah skutecznie zatrzymały go na miejscu.

– Przepraszam za to, że jestem takim głupim kretynem. Przepraszam jeżeli Cię wtedy uraziłem. Nie chciałem tego…- zawahał się. Spojrzał chłopakowi prosto w oczy. Na moment utonął w intensywnej zieleni tych pięknych tęczówek. Ponownie przeniósł swój wzrok na widok w dal.- Właściwie to chciałem.- przyznał cicho.- Ale to wszystko jest nie tak jak ty sobie myślisz! – zaczął się bronić.- A ja…ja chyba nie jestem jeszcze gotów o tym mówić. Komukolwiek. Nie mam jak się z tego wytłumaczyć.- przyznał z westchnieniem.

Kellin wysłuchał jego krótkiego monologu i nie wierzył w to co właśnie usłyszał. Noah go przepraszał. Znowu. Ale po co? Przecież brunet już mu wybaczył. Przepraszał go już raz przez telefon, a teraz powtarza to. Zmarszczył brwi w zamyśleniu.

Noah widząc zamyśloną minę bruneta przerwał swój wywód. Czyżby chłopak już nie był taki pewny czy powinien mu wybaczyć? Miał nadzieję, że jednak to nie było to. Jeśli Kellin nie był by wstanie zapomnieć, bądź co bądź, niemiłych słów blondyna, to ich dalsza współpraca mogłaby być dosyć problematyczna. Nie wyobrażał sobie móc dogadywać się z kimś kto nadal żywił do niego urazę za nieprzemyślane zachowanie.

– Ja przecież ci już wybaczyłem, więc po co się powtarzasz?- zapytał lekko zdezorientowany Kellin.

– Bo powinienem przeprosić cię prosto w oczy, a nie przez telefon- wyjaśnił.

– Jeżeli tak, to okey- uśmiechnął się do chłopaka.

A Noah zapatrzył się na jego uśmiech jak oczarowany. Nie rozumiał, co ten chłopak w sobie miał, że tak go do niego ciągnęło, ale zdecydowanie mu to nie przeszkadzało. Kellin miał po prostu zniewalający uśmiech i przyćmiewające jego zdrowy rozsądek oczy, w których intensywnej zieleni tonął za każdym razem, kiedy w nie patrzył. Był wysoki, miał szczupłe biodra i płaski brzuch. Brunet był po prostu piękny. Niebieskooki zapragnął dotknąć go, posmakować jego skóry. Zagłębić się w doznaniach. Całować do utraty tchu, opętać wszystkie ich zmysły szaloną namiętnością i przywłaszczyć sobie jego ciało. O tak! Chciał tego pięknego bruneta.

Atmosfera jaka między nimi panowała zaczęła gęstnieć. Blondyn przysunął się trochę do Kellina. Delikatnie położył mu rękę na policzku, kciukiem pocierając miękką skórę. Wciąż patrząc w jego piękne oczy, lekko pochylił się nad nim i połączył ich usta w delikatnym pocałunku, krótkim jak muśnięcie skrzydeł motyla. Z niemałą obawą, że tym razem to on może zostać odtrącony, znów potarł swoimi rozgrzanymi ustami, te należące do chłopaka. Każdy kolejny pocałunek był równie niepewny i krótki, ale jakże elektryzujący. Pozostawiał wielki niedosyt i ochotę na pogłębienie wrażeń. Ogarnęła go fala gorąca, kiedy brunet zaczął odpowiadać na pocałunki. Zamknął oczy i z nową determinacją naparł na usta chłopaka, nadal składając na nich subtelne pocałunki. W końcu to Kellin uchylił usta w niemym zaproszeniu do pogłębienia pieszczoty. Noah chętnie z tego skorzystał i po chwili całowali się namiętnie. King zarzucił swoje ręce na szyję blondyna przyciągając go jeszcze bliżej siebie, a on nie pozostał obojętny. Objął bruneta w pasie i również przysunął bliżej. Chciał poczuć jego rozgrzewające się ciało, tak blisko swojego. Zaczął się podniecać, z każdą chwilą pragnąc więcej i czując, że jeśli się zaraz nie odsunie, nie będzie w stanie się dłużej kontrolować.

Zsunął jedną ze swych dłoni na pośladek bruneta i ścisnął delikatnie przez cienki materiał spodni. Na to doznanie Kellin gwałtownie się od niego odsunął, rumieniąc się jak dorodna piwonia. Jego oddech był przyśpieszony, oczy szeroko otwarte z uporem unikające spojrzenia na blondyna. W tym momencie przypominał małego, przerażonego kociaka. Noah zastanowił się co zrobił nie tak, że brunet tak impulsywnie na to zareagował? Czyżby pozwolił sobie na zbyt wiele? A może Kellin nadal był prawiczkiem i przez przypadek przekroczył jakąś granicę? 

– Coś nie tak?

– Nie dotykaj mnie…tam- powiedział, odwracając wzrok.- Chyba powinniśmy wrócić do środka.

– Jasne, jeśli tego właśnie chcesz.

~*~*~


Holly stała na werandzie i podziwiała piękno ogrodu gospodarzy. Uwielbiała naturę i od niepamiętnych czasów interesowała się nią. A oglądanie pięknego, rozgwieżdżonego nieba, było dla niej przyjemnością samą w sobie.

Stojąc na świeżym powietrzu i patrząc w gwiazdy, młoda dziewczyna rozmyślała o tym co przed chwilą zobaczyła. Nie mogła uwierzyć, że jeden z tych, nowo poznanych dzisiaj, chłopaków jest gejem i całował się z jej starszym bratem. I to akurat Noah!

On był ucieleśnieniem jej marzeń dotyczących chłopaka. Wysoki, dobrze zbudowany blondyn o zabójczych oczach. Na dodatek starszy od niej, zabawny i miły. Chłopak jak ze snu.

Co ten Kellin w sobie miał, że taki chłopak jak Dawson na niego poleciał? Przecież jej braciszek nie był nikim wyróżniającym się z tłumu. No dobra, był wysoki jak na swój wiek, ale poza tym, jej skromnym zdaniem, był zupełnie przeciętny. Brunet o przeciętnej urodzie ze zwykłymi, zielonymi oczami. Nic specjalnego. Chociaż może ona nie potrafiła dostrzec jak bardzo przystojny był, ponieważ była jego młodszą siostrą. Zwyczajnie nie potrafiła być w tej sprawie obiektywna.

Dziewczyna prychnęła cicho pod nosem. Kellin zawsze potrafił rozkochać w sobie nawet tych najprzystojniejszych chłopaków. Nie wiedziała, czy on robił to świadomie czy nie. Nie mniej jednak, nie za bardzo ją to interesowało. Ważne było tylko to, że zazwyczaj zauroczeni byli nim faceci, którzy podobali się również Holly. Gustowała ona bowiem w starszych i wyższych od niej chłopakach o nieprzeciętnej urodzie. A niezaprzeczalny urok młodego Kinga właśnie takich do niego przyciągał. Nie ważne czy dany mężczyzna był homoseksualny czy też nie- każdy zwracał uwagę na jej starszego brata. Ten fakt doprowadzał ją do ogromnej frustracji.

Blondynka odwróciła się przodem do wejścia do rezydencji i rozejrzała się. W tłumie ludzi dostrzegła Noah, który wraz z jego starszym bratem, stał nonszalancko oparty o ścianę i rozmawiał z Kellinem. Przyglądała się jak wesoło ze sobą dyskutują, śmiejąc się i wygłupiając. W pewnym momencie młodszy z braci Dawson powiedział coś na co Kellin zareagował soczystym rumieńcem, a Cory zaczął się głośno śmiać, klepiąc Kinga pocieszająco w plecy.

Na ten widok siedemnastolatka zacisnęła dłonie w pięści, a jej twarz wykrzywił nieprzyjemny grymas złości. Gdyby ktoś na nią spojrzał z boku, mógłby stwierdzić, że dziewczyna przed chwilą wzięła do ust kwaśną cytrynę. Dawno nie była aż tak zdenerwowana. Noah naprawdę się jej spodobał, a jej brat znów chciał zagarnąć kolejnego chłopaka dla siebie. Nie mogła kolejny raz na to pozwolić.

Ostatni raz rzuciła okiem na tą sielankową scenkę, a później zadzwoniła po taksówkę. Nie miała zamiaru dłużej przebywać na tym beznadziejnym bankiecie i oglądać jak blondyn poddaje się urokowi młodego Kinga. Powiedziała więc rodzicom, że nie czuje się najlepiej i wróciła do domu. W jej głowie już kłębiło się mnóstwo pomysłów na zdobycie chłopaka.

 

Just me

Od dawna starałem się odkryć moją prawdziwą naturę i to kim tak naprawdę jestem. Muszę przyznać, że nie było to proste zadanie, bo od kiedy pamiętam, czułem się trochę inny od otaczających mnie ludzi.

Byłem z pozoru całkiem zwykłym nastolatkiem, nie wyróżniałem się niczym szczególnym z tłumu moich rówieśników. Nikt chyba nawet nie zastanawiał się, że mogę być inny. Ale ja to po prostu czułem. Od zawsze szczerze zakochany w muzyce, od najmłodszych lat uczyłem się grać na perkusji.

Fascynacja akurat tym instrumentem nie wzięła się znikąd. Podziwiałem wówczas wielu perkusistów z różnych zespołów. Moi rodzice byli zdziwieni , gdy jako pięcioletni chłopiec oznajmiłem im, że to właśnie perkusja jest instrumentem, który jest mi przeznaczony. Na początku próbowali mnie jeszcze przekonać do gry na gitarze, co wydawało mi się wtedy strasznie nudne i pospolite, nawet zaproponowali mi grę na skrzypcach. Nie zgodziłem się jednak na to. Byłem szczerze zafascynowany bębnami i ich możliwościami. Teraz nie żałują, że w końcu przystali na moją prośbę i zgodzili się na spełnienie mojego dziecięcego marzenia.

Częste ćwiczenia i próby pozwalały mi się skutecznie wyładować w tak pozytywny sposób. Myślę, że to właśnie dzięki temu mój okres młodzieńczego buntu był naprawdę bardzo krótki i nie tak wybuchowy jak zdarzało mi się zaobserwować u moich znajomych. Nie wpadłem ani w złe towarzystwo ani nie szlajałem się nocami po dziwnych spelunach, aby wrócić następnego dnia do domu kompletnie nawalonym. Po części mnie to cieszyło, ale po części to nawet nie wiedziałem co mnie omija. Nie za bardzo mnie to jednak martwiło. Zwyczajnie nie byłem zainteresowany takimi rzeczami. W głowie miałem tylko muzykę i grę na bębnach. Kochałem to.

W całości oddawałem się swojej pasji i to mi w zupełności wystarczało do pełni szczęścia. Nie myślałem wtedy o niczym innym.

Znajomi podziwiali moją wytrwałość w dążeniu do celu i nigdy nie miałem w szkole ani w ogóle problemów z powodu mojego wycofania z życia społecznego. Było w porządku i miałem spokój.

Gorzej zaczęło być w liceum. Ludzie byli zupełnie nowi, w większości nikt się nie znał i dlatego chcieli się dobrze zapoznać. Rozmawiałem z nimi i wydawało mi się, że będzie wszystko po staremu- tak jak byłem do tego przyzwyczajony, że ludzie niezbyt interesowali się moją osobą. Ale jednocześnie zdawałem sobie sprawę, że to dopiero początek i wszystko mogło się jeszcze zmienić. Mimo tego, starałem się nie zrażać do nowych znajomych. Jak na moje możliwości społeczne i tak uważałem, że szło mi zaskakująco dobrze. Miałem w klasie nawet czterech znajomych, z którymi regularnie rozmawiałem i kilku takich, z którymi utrzymywałem luźne kontakty. Uważałem to za całkiem spory sukces.

Pewnego dnia jednak chłopaki, jak to chłopaki, zaczęli rozmawiać o seksie. Opowiadali o swoich łóżkowych podbojach. Poczułem się wtedy bardzo nieswojo. Kiedy szczegółowo opowiadali o tym, co robili w łóżku ze swoimi dziewczynami, robiło mi się niedobrze. Myślałem, że spalę się ze wstydu, kiedy przyszła moja kolej na pochwalenie się ‘taką historią’. Problemem było to, że nie miałem żadnej. Nigdy nie ciągnęło mnie do dziewczyn i do zaglądania im pod spódniczki. Gorzej. Nigdy nie czułem żadnych potrzeb seksualnych.

Ze swojego aseksualizmu zdałem sobie sprawę dobre trzy czy cztery lata wcześniej. Ale żeby było jeszcze zabawniej, byłem AS-em homo-romantycznym. Pragnąłem związku z mężczyzną. Ale nie chciałem relacji opierającej się na seksie. Potrzebowałem kogoś, kto rozumiałby mnie, wspierał i po prostu był obok. Wiedziałem, że nie mogło to być proste. W końcu znalezienie mężczyzny, który by mnie takiego zaakceptował byłoby bardzo ciężkie. Wszystkich aseksualistów było niewielu. Z tego prostego rachunku wychodzi, że znacznie mniej jest więc homo-romantycznych AS-ów. Była niewielka szansa, że spotkałbym kogoś takiego. Cóż, marzyć nikt mi nie zabroni.

W każdym razie, w szkole nigdy się nikomu nie przyznałem do braku popędu seksualnego. Zdawałem sobie sprawę, że dla przeciętnego nastolatka, w którym hormony buzowały, to mogłoby się wydawać wręcz abstrakcyjne. Ale taki właśnie byłem.

Nigdy nie miałem większych problemów z zaakceptowaniem siebie. Za stratę czasu za to uważałem próby stania się kimś innym tylko ze względu na społeczeństwo. Usilne staranie się wpasować w szufladki, które dla nas przygotowało społeczeństwo, nie było dla mnie. To byłaby czysta głupota, a mi było dobrze z tym kim jestem. I było mi absolutnie wszystko jedno co ludzie o mnie pomyślą, gdy się dowiedzą. Jedynym powodem, dla którego nic nie mówiłem była potrzeba spokoju. No i nie chciałem, żeby ludzie zawracali mi głowę swoimi problemami dotyczącymi mnie. Jeśli coś by im nie pasowało, to byłby tylko i wyłącznie ich problem.

Nigdy nie potrafiłem zrozumieć ograniczonych umysłów ludzi zaprogramowanych, aby postrzegać świat tylko tak, jak innym jest wygodnie. Nie chciałem być kimś takim. Bać się poruszać tematy tabu, bo „co ktoś sobie pomyśli”. Wolałem być wolnym, nawet jeśli to robiło ze mnie kosmitę. Cena zdecydowanie była warta świeczki.

Teraz, kiedy jestem już po studiach na swoim, nie boję się pokazywać kim jestem. Nie boję się wyrażania swoich poglądów, nawet jeśli nie są zgodne z powszechnie przyjętą opinią. Byłem tym kim chciałem być i czułem się z tym dobrze. Znalazłem mężczyznę, który mnie akceptuje i żyjemy razem już od kilku lat. Kochamy się, a mój aseksualizm nie przeszkadza w naszym związku. Przekonaliśmy się, że w życiu bardzo ważną umiejętnością jest możliwość zawierania kompromisów. Jest nam razem dobrze i obaj jesteśmy bardzo szczęśliwi.

Przekonałem się, że marzenia się spełniają- nawet takie, które wydają się być z góry skazane na porażkę. Ja odnalazłem moje szczęście przy boku wspaniałego mężczyzny. Nadal grałem na perkusji i wciąż sprawiało mi to niesamowitą radość. Życie stało się o wiele prostsze od kiedy zacząłem podążać własną ścieżką, a nie wydeptanymi przez innych szlakami.

Byłem szczęśliwy i tylko to się liczyło.

Ballada o chłopcu

„Słyszeliście? Poszła fama,
Że gdy słońca brak w połowie,
Chadza przez gaj leśna dama,
Tylko widmo, a nie człowiek.

Wielu o nią ciągle pyta,
Chłopy krążą, węszą wszędzie,
Bo mawiają, że kto schwyta,
Piękna cała jego będzie.”

Tak mówili ludzie we wsi,
Lecz mówili będą zawdy.
Ja wiedziałam ile baśni
W tym gadaniu, ile prawdy.

Młody chłopak z miasta granic,
Bawidamek i artysta,
Uznał, że mu Piękna na nic,
Ale – nudno. Więc skorzysta.

Przed zachodem w drogę ruszył,
Miał przy sobie wór ze złotem,
Czym też innym damę skusi?
Tego miał żałować potem.

Słońce zaszło już w połowie,
Chłopak czekał niewzruszony,
Przecież gdzie mu teraz w głowie
Jakieś tam szukanie żony?

„Zjawa, plotą, wielkie halo!
Toć kobieca dusza biega.
Aby taką posiąść całą
Nigdy wiele mi nie trzeba!

Piękny uśmiech, słowo miłe,
Jeszcze milszy worek złota,
Nic w tym trudne i zawiłe,
Aby naszła ją ochota.”

Czekał chwilę chłopak krnąbrny,
Noc nakryła mrokiem drzewa,
Miał już poddać się na dobre –
A tu nagle ktoś zaśpiewał.

Głos ten niczym objawienie,
Prawda pośród kłamstw parszywych,
Wprawił chłopca w dziwne drżenie,
Nie należał on do żywych.

Księżycowe światło wpadło
Poprzez liście i gałęzie,
Lecz przy głosie cudnym zbladło,
Tak jak barwy, dźwięki – wszędzie.

Nie śmiał słowa wypowiedzieć
Oniemiały chłopaczyna,
Wstał, nie mogąc już usiedzieć,
Ale w cieniu się zatrzymał.

Pojawiła się i postać,
Całkiem naga i świetlista.
Chociaż mądrzej w cieniu zostać,
Chciał ją ujrzeć chłopak z bliska.

Smukłe plecy, warkocz biały,
Chód leciutki, od niechcenia,
Każdy oddałby się cały
W cudnej chwili uniesienia.

I artysta w świecie własnym
Chcąc dziewczyny ujrzeć usta
Dotknął ledwie pleców jasnych,
W tym momencie śpiew jej – ustał.

Las aż zamilkł w wielkim gniewie,
Któż śmiał dziecko jego nękać?
Z tego gniewu w każdym drzewie
Kora rozpoczęła pękać.

Szeleściła nawet groźnie,
Pod stopami ducha trawa,
A artysta – zgubił buty.
Jak się okazało, zjawa
Męskie miała atrybuty.

Rysy piękne, mord na twarzy,
Mina mocno wroga, obca.
Któż zaprawdę mógł zobaczyć,
Że ten duch był duchem chłopca?

„Hej, robaku!” światło rzekło,
„Chcesz się ze mną zmierzyć w walce?
Mogę zrobić z życia piekło!
Trzym przy sobie swoje palce!

Co tam masz? Bogactwa jakie?
Ha! Ze śmiechu chyba padnę!
Gierki i przekręty takie
Trzymaj ty na panny ładne.

Co tak patrzysz jak ta sroka?
Przepadł gdzieś ci język w gębie?
Pójdź już, droga jest szeroka,
Nudne już, że cię tu gnębię.”

Wrócił chłopak z dochodzenia,
Wciąż milczący i pobladły,
Bez trzewików co z wrażenia
W leśnej gąszczy gdzieś mu spadły.

Podszedł do mnie chłopak wtedy,
Świadkiem byłam tej przemiany,
I ze wzrokiem pełnym biedy
Rzekł mi – „Jestem zakochany.”

Night club- NijiHai [1/1]

Z okazji Międzynarodowego Dnia Pisarzy <3 Enjoy!
~~~~~~

Nijimura był strasznie znudzony swoją codzienną rutyną. Sprawy sądowe przestały być tak fascynujące i wciągające jak kiedyś, a stały się zwyczajnie przewidywalne. Miał dość czegoś takiego i chciał chociaż na chwilę oderwać się od tego wszystkiego. Udał się więc do miejsca, które jako pierwsze przyszło mu do głowy. Nie był znany z pochopności, a swoje decyzje zazwyczaj poddawał przemyśleniu, ale teraz potrzebował chociaż trochę spontaniczności. Tego mu właśnie brakowało w jego dwudziestopięcioletnim życiu.
Szybko załatwił wszystkie formalności i poszedł na piętro do pokoju opatrzonego numerem dwadzieścia siedem. Wszedł i nawet się nie rozglądając, podszedł do czarnej, skórzanej kanapy. Usiadł na niej wygodnie, nalał sobie czerwonego wina i oparł się o oparcie. Teraz musiał tylko chwilę poczekać.
– No proszę, proszę, panie kapitanie. Kto by się ciebie spodziewał w takim miejscu? – mężczyzna usłyszał za sobą znajomy, przepełniony ironią głos.
Odwrócił się i spojrzał prosto w oczy szarowłosego członka swojej dawnej drużyny. W wejściu do pokoju stał nie kto inny, a Haizaki Shougo. Ubrany był jednak strasznie dziwnie jak na niego. Chłopak miał na sobie czarny, luźny top na ramiączka z dużymi wycięciami zarówno na ręce jak i w dekolcie. Jedno ramiączko luźno zwisało z ramienia dodając mu powabu. Białe, krótkie spodenki i co najdziwniejsze czarne szpilki i ostry makijaż, dopełniały drapieżny wygląd młodszego chłopaka.
– Co ty tu robisz Haizaki?- zapytał głupio jak na siebie, Shuuzou. Był jednak niesamowicie zaskoczony tym co go tu zastało. Tego się w ogóle nie spodziewał.
– Przyszedłem dla ciebie zatańczyć- rzucił z kpiącym uśmiechem i wzruszył ramionami.
Chłopak zamknął za sobą drzwi i włączył kilka przełączników. Trzy różnokolorowe reflektory rzuciły światło na niewielką scenę z metalową rurą zamontowaną na niej, a z głośników cicho popłynęła klimatyczna muzyka. Szarowłosy z gracją wszedł na scenę i stanął obok swojego dzisiejszego rekwizytu. Był już przyzwyczajony do swojego stylu życia, ale nadal pamiętał jak upokarzające to było za pierwszym razem. Teraz czuł się podobnie, ale nie miał zamiaru pokazać po sobie skrępowania. Nie zamierzał dawać mu tej cholernej satysfakcji.
– Pracujesz tu?- padło kolejne pytanie z ust zaskoczonego klienta ekskluzywnego klubu nocnego.
Haizaki zaśmiał się kpiąco i skinął głową. Obiema rękami pewnie złapał się rury i zakręcił się wolno wokół niej, rozgrzewając się.
– Jak długo?- Shuuzou nadal był zdezorientowany, ale już starał się opanować i powrócić do swojego pewnego stylu bycia.
– Wystarczająco, żeby być tym najlepszym- odpowiedział szarowłosy. Spojrzał prosto w oczy swojego byłego kapitana i uśmiechnął się kątem ust. Kręcąc biodrami w rytm muzyki, zaczął powoli zjeżdżać w dół, tak że był przed mężczyzną w szerokim rozkroku. Jedną ręką nadal mocno trzymał się rury, a drugą prowokacyjnie przesunął od swojej łydki przez wewnętrzną stronę uda i zatrzymał ją dopiero na guziku swoich spodenek. Przy tym nadal patrzył prosto w te stalowoszare oczy, które go niemal hipnotyzowały. Zawsze miał słabość do tych jego przewiercających na wskroś oczu. Szybko skarcił się w myślach za takie wspominanie dawnych czasów. Miał to już za sobą i nie miał najmniejszego zamiaru powracać do tego co było kiedyś.
– Zawsze byłeś pewnym siebie gnojkiem- stwierdził z pełną powagą Nijimura, przy czym czujnie obserwował każdy ruch chłopaka.- Na jakiej jednak podstawie twierdzisz, że to właśnie ty jesteś najlepszy?
Haizaki uśmiechnął się z wyższością, co dziwnie wyglądało w sytuacji w jakiej obaj się znajdowali. Jednym, szybkim ruchem znalazł się z powrotem na prostych nogach. Odwrócił się tyłem do chłopaka, nadal kręcąc zachęcająco biodrami i obejrzał się na niego przez ramię. Uwielbiał tą pracę między innymi dlatego, że podobało mu się uwodzenie, kuszenie, a następnie patrzenie na tych wszystkich sfrustrowanych facetów, którzy nie wytrzymywali nawet do połowy jego występu. Tego jednego mężczyznę, który teraz siedział na tej czarnej kanapie wyjątkowo mocno chciał doprowadzić do takiego stanu. Uśmiechnął się do niego zmysłowo, lekko przy tym przymykając oczy.
– Widzę jak działam na mężczyzn- wyszeptał.- Zresztą, nie bez przyczyny szef wyznaczył za mój jeden występ taką kasę.
Mówiąc to zakręcił się wokół rury, po czym podskoczył i oplótł ją nogami. Puścił się rękoma i zmysłowo wygiął plecy, trzymając się w górze jedynie udami. Sprawiało to wrażenie jakby kogoś nimi oplatał i wisiał na swoim kochanku. Spojrzał na Nijimurę od dołu i oblizał sugestywnie usta.
Shuuzou zmierzył chłopaka spojrzeniem. Nie dało się ukryć, że szarowłosy bardzo na niego działał. Jego penis już dawno nie był całkowicie miękki, ale teraz już wyraźnie odznaczał się w jego dopasowanych spodniach. Samo patrzenie na chłopaka było elektryzującym przeżyciem. Haizaki strasznie się zmienił przez ostatnie lata, kiedy się nie widzieli. Tutaj, teraz mógł przyznać, że bardzo go pociągał taki wyzywający i seksowny. Tak inny od tego wyszczekanego małolata jakim go zapamiętał.
– Hej Shougo, mógłbyś mi obciągnąć, tak ze względu na starą znajomość- zamruczał nisko starszy mężczyzna.
Haizaki przymknął oczy, stając już na ziemi i odetchnął nerwowo. Powtarzał sobie, że ten etap ma już dawno za sobą. Grunt to nie dać się mu kolejny raz sprowokować. Wymusił na sobie kpiący uśmieszek i spojrzał na niego, wyzywająco oblizując usta.
– Nie jestem dziwką, tylko tancerzem- powiedział pewnie.
– Erotycznym, na to samo wychodzi- skontrował od razu czarnowłosy, uśmiechając się wrednie.
Droczenie się z tym niepokornym punkiem zawsze było świetną zabawą. Nadszedł czas, żeby sprawdzić, czy i w tej kwestii nic się nie zmieniło. Charakter ponoć jest o wiele trudniej zmienić niż sam wygląd.
– Jesteś żałosnym skurwielem- mruknął chłopak.
Zakręcił się kilka razy wokół rury, wskoczył na nią oplatając ją udami i zjechał w dół. Zakończył swój układ siadając w rozkroku z rurą pomiędzy swoimi, wyeksponowanymi w tym momencie, udami.
– Zresztą… tobie i tak bym nigdy nie obciągnął- powiedział z całą pewnością na jaką było go w tym momencie stać.
– Przyznaj się, marzysz o tym- zaśmiał się w ogóle nieskrępowany Shuuzou.
– Może kiedyś- powiedział butnie młodszy chłopak i wzruszył obojętnie ramionami. – Teraz nie tknąłbym cię nawet kijem.
Nijmura najpierw rozszerzył oczy w szoku na tak jawne potwierdzenie. Shougo, którego znał nigdy w życiu nie powiedziałby czegoś takiego. Następnie zmarszczył mocno brwi. Bezczelny gówniarz. Jak on się w ogóle do niego odzywał. Pozwalał sobie na zdecydowanie zbyt wiele. Chyba już zapomniał jak to jest porządnie oberwać. Jeśli jeszcze dłużej będzie prowokował starszego mężczyznę to będzie miał najprawdopodobniej okazję sobie przypomnieć to uczucie.
– Uważaj co mówisz- ostrzegł mężczyzna.
– I tak nic mi już nie możesz zrobić- zaśmiał się cynicznie szarowłosy.
Nie mógł i nie chciał dać się zastraszyć. Już nie. Był na to za stary, w końcu nie miał już tych szesnastu lat, a dwadzieścia trzy i potrafił sam o siebie zadbać.
Nijimura prychnął ze złości pod nosem i ignorując swój nie-tak-mały problem, szybko wstał z kanapy i ruszył w stronę tancerza. Zdziwił go trochę fakt, że ten nie ruszył się z miejsca i nie próbował nawet uciekać, tylko wciąż zawzięcie patrzył mu w oczy. To również się zmieniło- pomyślał gorzko.
Czarnowłosy stanął tuż przed chłopakiem i z zaskoczenia mocno uderzył zaciśniętą pięścią w ścianę zaraz obok twarzy niższego, nawet mimo szpilek, chłopaka.
Shougo zmrużył oczy, ale nawet nie drgnął. Kiedyś kuliłby się. Kiedyś. Teraz był innym człowiekiem. Nie bał się już, wiedział, że mimo przewagi chłopaka- tu jest bezpieczny.
– Nic mi nie zrobisz- powtórzył poważnie.
– Nie bądź taki pewien, Shou- warknął Nijimura.
Zmiany jakie się dokonały w chłopaku strasznie go irytowały. Nie wiedział jak w tak krótkim czasie można aż tak bardzo się zmienić. To nie był już ten sam narwany punk, którego tak uwielbiał. Do którego od zawsze miał ogromną słabość, ale nie potrafił się do tego przyznać- nawet przed sobą.
– Nie mów tak do mnie!- szarpnął się nagle chłopak i odsunął od wyższego mężczyzny.
Miał go już dość. Nie sądził, że ten wieczór będzie aż tak męczący, chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że z Nijimurą zawsze było trudno wytrzymać. Teraz z całą siłą uderzyła w niego świadomość tego, że w gimnazjum był głupim szczeniakiem. Nie wiedział jak wtedy mógł zakochać się w tym człowieku. Jak w ogóle kiedykolwiek mógł myśleć, że ten jest genialnym facetem, a jego zalety przewyższają wszystkie wady. Musiał być naprawdę głupi.
Przecież Shuuzou nigdy nie traktował go nawet w najmniejszym stopniu dobrze. Zawsze wyżywał się na nim i zdawał się mieć chłopaka tyko do tego, aby móc się wyładować. W końcu Haizaki zazwyczaj był pod ręką. Zawsze kręcił się jak najbliżej czarnowłosego. Mógł wykorzystać sytuację w każdym momencie, bo ten lgnął do niego jak szczeniak potrzebujący uwagi.
– Co mi możesz niby zrobić?- zaśmiał się wrednie czarnowłosy.
Haizaki uśmiechnął się słodko i przejechał uwodzicielsko ręką po torsie chłopaka. Oblizał przy tym usta w bardzo sugestywny sposób.
– Naprawdę jesteś chujem- powiedział trzepocząc rzęsami, a później nagle kopnął chłopaka kolanem prosto w krocze.
Po tym szybko się od niego odsunął na stosowną odległość, patrząc jak mężczyzna złapał się za przód spodni sycząc niebezpiecznie. Po chwili, kiedy ból już zaczął powoli mijać, stanął prosto i spojrzał na chłopaka morderczym wzrokiem. Cholerny gówniarz, zdecydowanie za bardzo przeginał.
– Ty pierdolona cioto, chyba nie myślisz, że ujdzie ci to na sucho?- warknął agresywnie mężczyzna.
Szarowłosy zapobiegawczo cofnął się jeszcze o kilka kroków w tył, aż w końcu oparł się plecami o ścianę za sobą. Znalazł się w zdecydowanie niezbyt przystępnej sytuacji. Nie znosił być zapędzonym w kozi róg, a z Nijimurą zdarzało mu się to zdecydowanie zbyt często. Za łatwo dawał mu się podejść.
Uważnie patrzył na każdy ruch czarnowłosego, musiał się pilnować. W końcu starszy mężczyzna był nadal tak samo nieprzewidywalny jak zawsze. To była jedna z wielu cech, które znienawidził w tym człowieku. Wiedział, że on nigdy się nie zmieni, dlatego właśnie przestał się łudzić. Zaczął w końcu żyć własnym życiem, z dala od niego, a teraz on tak po prostu bezczelnie znowu wlazł w jego życie z buciorami. Nawet nie oczekiwał od niego zgody, aprobaty. Zwyczajnie- jak zawsze- robił cokolwiek chciał, nie zwracając uwagi na protesty ze strony innych. A Shougo chciał zaprotestować. Chciał się go w końcu pozbyć ze swojego życia, serca, pamięci. Raz, a dobrze i najlepiej na zawsze. Nie chciał tego zamętu jaki ten przystojny mężczyzna wprowadzał w jego dotychczas poukładane życie. Chciał znowu się od niego uwolnić. Nie mógł pozwolić się zniewolić i kolejny raz odebrać zdolność trzeźwego myślenia. Wyrósł już ze swojej dziecinnej ufności i naiwności. Nie mamił się mrzonkami, że czarnowłosy mógłby się zmienić. Wiedział, że to nigdy nie nastąpi.
– Jakiś problem, Shuuzou?- nagle usłyszeli cichy, a jednak bardzo dobitny głos, w którym słychać było przestrogę.
Nijimura odwrócił się gwałtownie i ze złością spojrzał na czerwonowłosego mężczyznę, który odważył się im przerwać. Warknął cicho pod nosem i nie odsuwając się od swojej przyszłej-niedoszłej ofiary, zlustrował Akashiego. Prawie nic z wyglądu się w nim nie zmieniło. Jego heterochromiczne oczy nadal patrzyły tak samo ostrzegawczo i niemal przytłaczały i przyszpilały człowieka do ziemi, jednak na czarnowłosego to nie działało. Chyba jedyną rzeczą jaka się zmieniła w Akashim była ta jego obsesja na jego punkcie. Chyba całkowicie mu to przeszło i jak widać wcielił się w rolę ultimate emperatora. Czarnowłosy nie wiedział czy powinien się z tego cieszyć, bo to raczej uniemożliwi mu już teraz wpływanie na jego decyzje. Jednak nadal nurtowała Nijjimurę jedna rzecz. Mianowicie, skąd ten czerwonowłosy chłopak się tutaj wziął?
– Nie interesuj się- odpowiedział szybko i ponownie spojrzał na szarowłosego, który teraz uśmiechał się, jakoś tak nienaturalnie dla niego, wesoło.
– Wiesz…- mruknął cicho Akashi, wolnym krokiem podchodząc do mężczyzny.- To jednak moja sprawa, kiedy ktoś stara się zastraszyć moją własność- skończył ostrzej i spojrzał na czarnowłosego tak inaczej niż kiedykolwiek. Jego wzrok, gdyby tylko mógł, sprawiłby, że Nijimura zniknąłby z powierzchni ziemi szybciej niż się na niej pojawił.
Szarowłosy, korzystając z nadarzającej się okazji, wyślizgnął się z klatki z rąk czarnowłosego i podszedł do Akashiego, kręcąc biodrami. Teraz z pełną premedytacją prowokował Nijimurę. Był bezpieczny, był z Akashim.
– Widzisz Nijimura, czasy się zmieniły- zaśmiał się Shougo i objął Akashiego w pasie, kładąc mu głowę na ramieniu w geście uległości.- Mówiłem, że nie możesz mi nic zrobić, bo nie należę do ciebie. Nigdy nie należałem.
Czarnowłosy prychnął pod nosem z ironią. Nie spodziewał się tego. Jak to się mogło w ogóle stać, że Shougo tańczył w klubie nocnym Akashiego, że obściskiwał Akashiego i nawet nie zaprzeczał, że należy do niego! Nie wierzył, po prostu to było nie do pomyślenia. Stary Haizaki nigdy by się tak nie zachował. No właśnie, ale to już nie był ten sam chłopak. Przecież czasy się zmieniły.
– Należę do Akashiego i tylko on ma prawo do mojego ciała i duszy. Jestem cały jego, bez względu na wszystko.
Czerwonowłosy uśmiechnął się drapieżnie, mrużąc oczy. Kiwnął przy tym głową, ale nie odezwał się ani się nie poruszył. Wiedział, że ta walka należała do Shougo.
– Nie wierzę- prychnął Shuuzou.
– Nie musisz. Takie są fakty- zaśmiał się Haizaki.- Myślę, że teraz możesz już iść. Nic tu po tobie.
Czarnowłosy pokręcił głową z politowaniem i warknął pod nosem. Cholerny gówniarz. Dawno powinien był dać sobie z nim spokój.
Szarowłosy odetchnął ciężko i wtulił swoją twarz w szyję Akashiego. W końcu poczuł się prawdziwie wolny. Żelazna pięść, ściskająca go za gardło od tak dawna, w końcu znikła i mógł odetchnąć pełną piersią. Było wolny od Nijimury. Wolny.

Witajcie Kochani!

Jak pewnie zauważyliście, moja aktywność na blogu drastycznie spadła w ciągu ostatnich miesięcy. Nie mam dobrego wyjaśnienia, nawet nie bardzo chciałabym się w to zagłębiać, wystarczy jeśli powiem, że teraz to głównie szkoła zajmuje mój czas. Szkoła oraz inne problemy- jak każdego innego człowieka. Muszę się teraz skupić na tym co jest dla mnie najbardziej istotne.

Decyzja była ciężka i zwlekałam naprawdę długo z podjęciem jej, ale stwierdziłam, że dłużej już tak nie mogę trzymać Was i siebie w niepewności. Robię to głównie po to, żeby uspokoić wyrzuty sumienia i nie czuć się winną. Wiem, że niewiele osób tutaj wchodzi- widzę, że statystyki drastycznie spadły, ale i tak bardzo doceniam osoby, które jeszcze od czasu do czasu tu zaglądają.

Jednak decyzja zapadła- blog zostaje zawieszony na czas nieokreślony

Może to być miesiąc, pół roku, a nawet rok- tego na tę chwilę nie jestem w stanie przewidzieć.

Oczywiście nie zamierzam skończyć z pisaniem. Nie potrafiłabym tego zrobić. Czuję, że jest to integralna część mnie, której nigdy nie chciałabym się pozbyć. Moja pasja, dzięki której czuję się spełniona. To uczucie jest nie do opisania i nie do podrobienia.

Pracuję obecnie nad całkowicie nowym projektem, który nie ma żadnego związku z pracami, które są zamieszczone na blogu. Nie chcę zdradzać żadnych szczegółów. Nie wiem jeszcze, czy to opowiadanie w ogóle kiedykolwiek zamieszczę na blogu. Będę zastanawiała się nad opublikowaniem od razu całości w postaci e-booka. Do tego jednak jeszcze bardzo daleka droga. Obecnie prace są w toku i nie idzie mi aż tak źle, chociaż brak czasu mi naprawdę doskwiera to staram się wykorzystywać każdą wolną chwilę, aby pisać. Zobaczymy jak to będzie i czy w ogóle uda mi się skończyć ten projekt. Trzymajcie za mnie kciuki!

Zostawiam Wam zwiastun opowiadania nad, którym pracuję, stworzony przez Cassie ;D

Oraz amatorskie zwiastuny stworzone przeze mnie, ale myślę, że bardziej zdradzają atmosferę opowiadania :D

Do poczytania,
Wasza Desire

Memento mori

Jak cień, którego nikt nie zauważa
Zakrada się w nocy tak niepostrzeżenie.
Niezauważona przemyka chyłkiem do ciebie
Nim się spostrzeżesz, już jest zbyt późno na zwątpienie.
Z nią nie masz szans, z nią nikt jeszcze nie wygrał
Każdy się poddał i z tej sposobności skorzystał.
Nie zdołasz się oprzeć jej pięknej osobie
Ona kusi tak słodko, nie zdołasz zaprzeczyć
Rzucisz się w jej ramiona, by ukoić cierpienie
Najbardziej chcesz się oddać w ciche zapomnienie
I nim minie chwila, nim zdążysz nawet mrugnąć
Kończy się coś i już zimne ciało twoje,
Ktoś oporządza aby złożyć w zimnym grobie.

Elevator Problems [1/1]

Był ciepły, sierpniowy poranek, ale pewien brunet i tak nie dostrzegał w nim niczego wyjątkowego. Ot, kolejny, zwykły, szary dzień jego beznadziejnej codzienności. Słońce i prawie bezchmurne niebo nic nie zmieniały. Ten dzień miał być tak samo okropny jak każdy inny.
Z ponurych rozmyślań wyrwał go znajomy hałas dochodzący zza drzwi. Ktoś pukał.
Niechętnie podszedł do wejścia i otworzył. Nie było dla niego zaskoczeniem, że zobaczył w progu stojącego Tsukishime. W końcu tylko on i Izaya z Psyche od czasu do czasu go odwiedzali.
– Witaj R-Roppi-san- zająknął się blondyn.
– Cześć Tsuki- odpowiedział swoim zwyczajowym, znudzonym tonem.- Wejdź.
Heiwaijma mocno się zarumienił i głębiej schował twarz w swoim szaliku.
– Roppi-san, właściwie to…to chciałbym, żebyś…żebyś ze mną wyszedł- wyszeptał speszony.
Orihara zmarszczył brwi. Miał wyjść ze swojego mieszkania? Z jedynego miejsca, w którym czuł się w miarę bezpiecznie? Miał się skazać na widok tych okropnych i podłych ludzi? Nie chciał nigdzie wychodzić. Wolał zostać.
– Tsuki wiesz, że…
– Roppi, proszę- przerwał mu szybko i co dziwne, nie zająknął się przy wypowiadaniu tego zdania.
Zdenerwował się jednak tym, że nie dodał do jego imienia przyrostka wyrażającego szacunek, jeszcze bardziej i chowając się za szalikiem, odwrócił wzrok i wbił go w podłogę. Nie chciał jeszcze bardziej znieważyć lub obrazić chłopaka.
Brunet zdziwił się śmiałością blondyna, ale nikły uśmiech i tak zamajaczył w kąciku jego warg.
– Dokąd chcesz iść, Tsuki?- zapytał na nowo pozbawionym emocji głosem.
– Do…do bi-biblioteki miejskiej- powiedział cicho.
Brunet tylko skinął głową na zgodę. Nie potrafił odmówić blondynowi. Był on jedynym człowiekiem, który tak na niego działał. Jedynym, do którego potrafił poczuć coś innego niż nienawiść. Tsuki był dla niego wyjątkowy. Był taki niewinny.
– Dz-dziękuję- powiedział, patrząc na niego nieśmiało spod grzywki.
Brunet nic nie odparł tylko zaczął się w miarę szybko zbierać do wyjścia.
Heiwaijma uśmiechnął się do niego leciutko i kątem oka patrzył na ubierającego się bruneta. Posmutniał, kiedy przy zakładaniu bluzy, zauważył świeże bandaże na jego przedramionach. Nic jednak na to nie powiedział, bo zwyczajnie nie chciał zdenerwować Orihary. Wiedział, że on wstydzi się tych blizn, ale sam nie potrafił powstrzymać swoich autodestrukcyjnych zapędów. Właśnie dlatego starał się jak najczęściej i najdłużej spędzać z nim wolny czas. Chciał zapobiec pojawianiu się nowych nacięć. Wierzył, że chociaż w ten sposób jest mu w stanie pomóc.
– Tsuki, idziesz?- zapytał brunet, stojąc już przy wyjściu i patrząc na niego.
Blondyn ponownie zarumienił się mocno i skinął głową. Wyszli razem z mieszkania Orihary i skierowali się do wind. Chłopak mieszkał w całkiem sporym apartamencie na siedemnastym piętrze wieżowca. Schodzenie po schodach byłoby zdecydowanie zbyt kłopotliwe.
Stali w ciszy, czekając na windę. Po kilku minutach usłyszeli charakterystyczny dźwięk oznajmiający przybycie dźwigu na ich piętro. Bez słowa weszli do środka w duchu ciesząc się, że tylko oni postanowili teraz zjechać na dół.
Brunet nacisnął przycisk parteru, po czym drzwi się zamknęły. Orihara skierował swój wzrok na wciąż zawstydzonego blondyna. Po kilku niemożliwie długich sekundach Tsukishima nie wytrzymał jego palącego spojrzenia.
– Mam co-coś n-na twarzy?- zapytał cichutko.
– Nie, nic nie masz- odparł równie cicho.
– Więc cz-czemu się t-tak patrzysz, R-roppi-san?
Brunet nic nie odpowiedział i tylko spuścił wzrok na swoje czarne trampki. Nagle nimi lekko szarpnęło, winda się zatrzymała, ale jej drzwi się nie otworzyły. Zdezorientowany blondyn rozejrzał się bezradnie i kilka razy przycisnął przycisk otwierania drzwi, ale nic się po tym nie stało.
– Roppi-san? C-co się dzieje?
– Chyba winda się zacięła- odpowiedział mu spokojnie.
– A…ale jak t-to?- dopytał, już zaczynający panikować, blondyn.
– Normalnie- wzruszył ramionami Orihara.- Czasami tak się zdarza.
Niewzruszony brunet wcisnął przycisk alarmowy i postanowił poczekać spokojnie aż winda z powrotem ruszy. Zauważył jednak, że jego towarzysz schował twarz aż po nos w szaliku i drżał mocno na całym ciele.
– Tsuki, w porządku?- zapytał.
– T-ttak- chlipnął chłopak i objął się swoimi ramionami, jakby starał się siebie obronić. To był dość histeryczny gest.
Brunet westchnął ciężko widząc w jakim stanie jest Heiwaijma. Chłopak był przestraszony i chyba nie bardzo wiedział co się wokół niego działo.
Podszedł do roztrzęsionego blondyna i delikatnie, aby go bardziej nie przestraszyć, objął go w pasie. Przyciągnął go do siebie bliżej i wtulił w siebie, głaszcząc uspokajająco po plecach. Stali tak w niezbyt wygodnej pozycji, przytuleni do siebie i czuli, że w końcu są na właściwym miejscu.
– Już ci lepiej, Tsuki?- zapytał cicho Orihara.
– Tak- szepnął blondyn, ale nadal nie wypuszczał bruneta ze swoich objęć.
Może i przeraził się nie na żarty tym małym wypadkiem w windzie, ale według niego warto było to przeżyć, żeby móc się przytulić do ciepłego ciała Roppiego. Wiedział, że ta chwila jest dla nich obu początkiem czegoś nowego w ich relacji. Zdawał sobie sprawę, że to „coś” będzie wyjątkowe.