Rozdział 7- Connected Souls

 

Nienawidził takich oficjalnych przyjęć. Na jego nieszczęście, jego ojciec często dostawał zaproszenia na takie bankiety, czy kameralne spotkania utrzymane w oficjalnym tonie. Zawsze starał się od tego wymigać, ale tym razem niestety nie znalazł odpowiednich argumentów. Dlatego teraz siedział w samochodzie i patrzył wilkiem na swoich rodziców. Zawsze twierdzili, że jak są zaproszeni, to całą rodziną. Kellin nie chciał się z nimi zgadzać, jednak w głębi duszy wiedział, że to oni mają, w tym wypadku, rację. Nie zamierzał się też o to z nimi kłócić, bo choć nie byli rodziną bez sporów, to jednak zawsze byli ze sobą bardzo blisko. Nie chciał, swoim zachowaniem, doprowadzić do pogorszenia ich stosunków. Wystarczało mu, że nie dogadywał się z siostrą. Jego rozmyślania zostały przerwane przez spokojny głos jego matki.

– Synku, nie patrz tak.- powiedziała, łagodnie się uśmiechając.- Dobrze wiesz, że na zaproszeniu było napisane, żeby przyszła cała rodzina. Myślałam, że ten temat mamy już dawno przerobiony.

– Tak, wiem. Przepraszam, ale ja nie bawię się tam dobrze.- mruknął.

– Wiem, skarbie. Ale dla dobra rodziny się przemęczysz, prawda?

Chłopak skinął smętnie głową. Nie potrafił jej odmówić, gdy patrzyła na niego z mieszanką nadziei i dumy, albo gdy mówiła tak łagodnym i spokojnym tonem. Był zdecydowanie za miękki.

Zanim się spostrzegł, jego samochód zatrzymał się już na miejscu. Kellin nie patrząc na otoczenie wysiadł z auta, a wtedy jego wzrok napotkał dużą willę. Przez chwilę nie mógł uwierzyć, że stoi właśnie przed domem Noah. Moment później wybuchnął nerwowym śmiechem. Jak miał się trzymać z dala od tego chłopaka, jeśli będzie zapraszany do niego na przyjęcia? Jak miał być obojętny, jeżeli będzie spędzał z nim czas również w wolnych chwilach, nie tylko na próbach? Odgonił od siebie natrętne myśli i stanął obok rodziców już spokojny,  po krótkiej chwili wszyscy razem skierowali się w stronę wejścia do willi. Niechętnie poszedł za nimi. Już w progu posiadłości spostrzegł chłopaka, który nie opuszczał jego myśli, jego brata i, jak się domyślał, ich rodziców. Westchnął tylko i ruszył do wejścia.

 ~*~*~

 

Blondyn wolnym krokiem wszedł do salonu i stanął u boku swoich rodziców, uprzejmie witając wszystkich przybywających gości. Nienawidził tej całej sztucznej otoczki, ale chciał zrobić rodzicom przyjemność po ich długiej nieobecności, chociaż w głębi duszy miał do nich żal, że ciągle zostawiają jego i brata samych. Zresztą na brata teraz również był trochę zły, bo oddał jego ukochanego psa do hotelu dla zwierząt, na czas przyjazdu rodziców, bez pytania i jego zgody. Cory miał jedynie szczęście, że wybrał dobre argumenty, a i Noah nie potrafił się na niego długo gniewać.

Witał już kolejnych gości, kiedy pod ich dom podjechał czarny dosyć sporych rozmiarów samochód. Zobaczył bardzo elegancką parę, za nimi wysiadła piękna dziewczyna i chłopak. Turkusowooki kojarzył go, ale z takiej odległości nie widział dokładnie jego twarzy. Dopiero kiedy chłopak stanął w świetle latarni, Noah aż zachłysnął się powietrzem. Kellin wyglądał nieziemsko, w jego mniemaniu. Dawno nie widział chłopaka, który ubrany w dosyć eleganckie ubrania wyglądałby tak swobodnie i seksownie zarazem. Brunet miał na sobie obcisłe, granatowe rurki, idealnie opinające się na jego smukłych biodrach, czarne trampki i białą, zwiewną koszulę rozpiętą u góry. Na to zarzuconą miał czarną marynarkę. Wyglądał na niedbale eleganckiego i Noah aż zaparło dech w piersi. Nie mógł oderwać od niego spojrzenia. Patrzył jak chłopak pewnie kroczy w kierunku wejścia. Z lekkiego odrętwienia wyrwał go chichot jego brata, który delikatnie, prawie niezauważalnie trącił go w bok, nachylając się ku niemu.

– Seksowny jest, nie powiem, że nie, ale nie musisz się tak ostentacyjnie ślinić na jego widok.- ponownie się zaśmiał. Noah spłoną intensywnym rumieńcem, świetnie widocznym w świetle lamp i świec.

– Ja się nie ślinie, więc się zamknij.- wycedził przez zaciśnięte zęby, patrząc na brata z rządzą mordu. Ich matka spojrzała na niego z dezaprobatą, więc już nic więcej nie dodał.

Dorośli przywitali się ze sobą uprzejmie i nie zwracając już uwagi na swoje dzieci poszli do środka, pogrążając się w rozmowie. Kellin stanął na przeciwko Noah i spojrzał mu w oczy, rumieniąc się delikatnie. Jego siostra stanęła po jego prawej stronie i z zainteresowaniem wpatrywała się w nieznanych jej chłopaków.

– Witamy w naszych skromnych progach.- powiedział oficjalnym tonem blondyn, po czym zaśmiał się krótko.- Mówiłeś, że jesteś zaproszony na przyjęcie, szkoda tylko, że nie pochwaliłeś się, że do nas.- zwrócił się do Kellina z udawaną pretensją w głosie. Cory tylko stał z boku z uśmiechem na ustach, przypatrując się tej dwójce.

– Aż do teraz, nie wiedziałem gdzie jadę.- odpowiedział brunet.

– A kim jest twoja śliczna przyjaciółka?- spytał Noah z zaciekawieniem patrząc na brązowowłosą. Dziewczyna spłoniła się uroczo, a Kellin zawarczał pod nosem.

– Ona nie jest moją przyjaciółką.- poinformował ich butnie.- To Holly. Moja adoptowana siostra.- przedstawił ją bez większego entuzjazmu.

– Cześć!- przywitała się.

– Miło nam cię poznać, Holly. Ja jestem Cory, a to mój nieznośny, młodszy braciszek Noah.

– Ej!- oburzył się blondyn.- Nie jestem nieznośny…aż tak bardzo- uśmiechnął się drapieżnie.

Dziewczyna z zachwytem patrzyła na osiemnastolatka, co bardzo nie spodobało się jej bratu, który wciąż warczał pod nosem. Cory dostrzegając to zaproponował, że oprowadzi ją po domu i pokaże ogród. Siedemnastolatka entuzjastycznie przyjęła propozycję i po chwili oboje weszli w głąb domu.

Kellin i Noah stali na przeciwko siebie w krępującej ciszy i tylko patrzyli się na siebie. W końcu Noah nie mógł już tego wytrzymać i zagadnął:

– Może przejdziemy się po ogrodzie i porozmawiamy? Tam jest ciszej.- powiedział, kiedy chłopak spojrzał na niego pytająco. Brunet tylko kiwną delikatnie głową na znak zgody. 

 ~*~*~

 

Granatowe, nocne niebo usiane było milionami srebrzystych gwiazd delikatnie rozświetlających mrok nocy. Księżyc w kształcie rogalika również dawał nikłą poświatę. Pod gołym niebem spacerowało w milczeniu dwóch młodych mężczyzn. Napawali się ciszą i spokojem tej chwili. Po wyjściu z zatłoczonego domu nie zamienili ze sobą jeszcze ani jednego słowa, chociaż w planach mieli rozmowę podczas spaceru w ogrodzie. Niezmąconą ciszę przerwało ciche westchnienie Noah, który wszedł do małej altanki i usiadł na ławeczce. Gestem ręki pokazał Kellinowi, aby przyłączył się do niego. Chłopak posłusznie przysiadł się do swojego kolegi i patrzył na niego wyczekującym wzrokiem. Blondyn przelotnie zerknął na towarzysza po czym utkwił swój wzrok w rosnącym nieopodal drzewie. Siedzieli tak chwilę i brunet zaczynał się już niecierpliwić. Miał zamiar wstać i wrócić do środka, ale słowa Noah skutecznie zatrzymały go na miejscu.

– Przepraszam za to, że jestem takim głupim kretynem. Przepraszam jeżeli Cię wtedy uraziłem. Nie chciałem tego…- zawahał się. Spojrzał chłopakowi prosto w oczy. Na moment utonął w intensywnej zieleni tych pięknych tęczówek. Ponownie przeniósł swój wzrok na widok w dal.- Właściwie to chciałem.- przyznał cicho.- Ale to wszystko jest nie tak jak ty sobie myślisz! – zaczął się bronić.- A ja…ja chyba nie jestem jeszcze gotów o tym mówić. Komukolwiek. Nie mam jak się z tego wytłumaczyć.- przyznał z westchnieniem.

Kellin wysłuchał jego krótkiego monologu i nie wierzył w to co właśnie usłyszał. Noah go przepraszał. Znowu. Ale po co? Przecież brunet już mu wybaczył. Przepraszał go już raz przez telefon, a teraz powtarza to. Zmarszczył brwi w zamyśleniu.

Noah widząc zamyśloną minę bruneta przerwał swój wywód. Czyżby chłopak już nie był taki pewny czy powinien mu wybaczyć? Miał nadzieję, że jednak to nie było to. Jeśli Kellin nie był by wstanie zapomnieć, bądź co bądź, niemiłych słów blondyna, to ich dalsza współpraca mogłaby być dosyć problematyczna. Nie wyobrażał sobie móc dogadywać się z kimś kto nadal żywił do niego urazę za nieprzemyślane zachowanie.

– Ja przecież ci już wybaczyłem, więc po co się powtarzasz?- zapytał lekko zdezorientowany Kellin.

– Bo powinienem przeprosić cię prosto w oczy, a nie przez telefon- wyjaśnił.

– Jeżeli tak, to okey- uśmiechnął się do chłopaka.

A Noah zapatrzył się na jego uśmiech jak oczarowany. Nie rozumiał, co ten chłopak w sobie miał, że tak go do niego ciągnęło, ale zdecydowanie mu to nie przeszkadzało. Kellin miał po prostu zniewalający uśmiech i przyćmiewające jego zdrowy rozsądek oczy, w których intensywnej zieleni tonął za każdym razem, kiedy w nie patrzył. Był wysoki, miał szczupłe biodra i płaski brzuch. Brunet był po prostu piękny. Niebieskooki zapragnął dotknąć go, posmakować jego skóry. Zagłębić się w doznaniach. Całować do utraty tchu, opętać wszystkie ich zmysły szaloną namiętnością i przywłaszczyć sobie jego ciało. O tak! Chciał tego pięknego bruneta.

Atmosfera jaka między nimi panowała zaczęła gęstnieć. Blondyn przysunął się trochę do Kellina. Delikatnie położył mu rękę na policzku, kciukiem pocierając miękką skórę. Wciąż patrząc w jego piękne oczy, lekko pochylił się nad nim i połączył ich usta w delikatnym pocałunku, krótkim jak muśnięcie skrzydeł motyla. Z niemałą obawą, że tym razem to on może zostać odtrącony, znów potarł swoimi rozgrzanymi ustami, te należące do chłopaka. Każdy kolejny pocałunek był równie niepewny i krótki, ale jakże elektryzujący. Pozostawiał wielki niedosyt i ochotę na pogłębienie wrażeń. Ogarnęła go fala gorąca, kiedy brunet zaczął odpowiadać na pocałunki. Zamknął oczy i z nową determinacją naparł na usta chłopaka, nadal składając na nich subtelne pocałunki. W końcu to Kellin uchylił usta w niemym zaproszeniu do pogłębienia pieszczoty. Noah chętnie z tego skorzystał i po chwili całowali się namiętnie. King zarzucił swoje ręce na szyję blondyna przyciągając go jeszcze bliżej siebie, a on nie pozostał obojętny. Objął bruneta w pasie i również przysunął bliżej. Chciał poczuć jego rozgrzewające się ciało, tak blisko swojego. Zaczął się podniecać, z każdą chwilą pragnąc więcej i czując, że jeśli się zaraz nie odsunie, nie będzie w stanie się dłużej kontrolować.

Zsunął jedną ze swych dłoni na pośladek bruneta i ścisnął delikatnie przez cienki materiał spodni. Na to doznanie Kellin gwałtownie się od niego odsunął, rumieniąc się jak dorodna piwonia. Jego oddech był przyśpieszony, oczy szeroko otwarte z uporem unikające spojrzenia na blondyna. W tym momencie przypominał małego, przerażonego kociaka. Noah zastanowił się co zrobił nie tak, że brunet tak impulsywnie na to zareagował? Czyżby pozwolił sobie na zbyt wiele? A może Kellin nadal był prawiczkiem i przez przypadek przekroczył jakąś granicę? 

– Coś nie tak?

– Nie dotykaj mnie…tam- powiedział, odwracając wzrok.- Chyba powinniśmy wrócić do środka.

– Jasne, jeśli tego właśnie chcesz.

~*~*~


Holly stała na werandzie i podziwiała piękno ogrodu gospodarzy. Uwielbiała naturę i od niepamiętnych czasów interesowała się nią. A oglądanie pięknego, rozgwieżdżonego nieba, było dla niej przyjemnością samą w sobie.

Stojąc na świeżym powietrzu i patrząc w gwiazdy, młoda dziewczyna rozmyślała o tym co przed chwilą zobaczyła. Nie mogła uwierzyć, że jeden z tych, nowo poznanych dzisiaj, chłopaków jest gejem i całował się z jej starszym bratem. I to akurat Noah!

On był ucieleśnieniem jej marzeń dotyczących chłopaka. Wysoki, dobrze zbudowany blondyn o zabójczych oczach. Na dodatek starszy od niej, zabawny i miły. Chłopak jak ze snu.

Co ten Kellin w sobie miał, że taki chłopak jak Dawson na niego poleciał? Przecież jej braciszek nie był nikim wyróżniającym się z tłumu. No dobra, był wysoki jak na swój wiek, ale poza tym, jej skromnym zdaniem, był zupełnie przeciętny. Brunet o przeciętnej urodzie ze zwykłymi, zielonymi oczami. Nic specjalnego. Chociaż może ona nie potrafiła dostrzec jak bardzo przystojny był, ponieważ była jego młodszą siostrą. Zwyczajnie nie potrafiła być w tej sprawie obiektywna.

Dziewczyna prychnęła cicho pod nosem. Kellin zawsze potrafił rozkochać w sobie nawet tych najprzystojniejszych chłopaków. Nie wiedziała, czy on robił to świadomie czy nie. Nie mniej jednak, nie za bardzo ją to interesowało. Ważne było tylko to, że zazwyczaj zauroczeni byli nim faceci, którzy podobali się również Holly. Gustowała ona bowiem w starszych i wyższych od niej chłopakach o nieprzeciętnej urodzie. A niezaprzeczalny urok młodego Kinga właśnie takich do niego przyciągał. Nie ważne czy dany mężczyzna był homoseksualny czy też nie- każdy zwracał uwagę na jej starszego brata. Ten fakt doprowadzał ją do ogromnej frustracji.

Blondynka odwróciła się przodem do wejścia do rezydencji i rozejrzała się. W tłumie ludzi dostrzegła Noah, który wraz z jego starszym bratem, stał nonszalancko oparty o ścianę i rozmawiał z Kellinem. Przyglądała się jak wesoło ze sobą dyskutują, śmiejąc się i wygłupiając. W pewnym momencie młodszy z braci Dawson powiedział coś na co Kellin zareagował soczystym rumieńcem, a Cory zaczął się głośno śmiać, klepiąc Kinga pocieszająco w plecy.

Na ten widok siedemnastolatka zacisnęła dłonie w pięści, a jej twarz wykrzywił nieprzyjemny grymas złości. Gdyby ktoś na nią spojrzał z boku, mógłby stwierdzić, że dziewczyna przed chwilą wzięła do ust kwaśną cytrynę. Dawno nie była aż tak zdenerwowana. Noah naprawdę się jej spodobał, a jej brat znów chciał zagarnąć kolejnego chłopaka dla siebie. Nie mogła kolejny raz na to pozwolić.

Ostatni raz rzuciła okiem na tą sielankową scenkę, a później zadzwoniła po taksówkę. Nie miała zamiaru dłużej przebywać na tym beznadziejnym bankiecie i oglądać jak blondyn poddaje się urokowi młodego Kinga. Powiedziała więc rodzicom, że nie czuje się najlepiej i wróciła do domu. W jej głowie już kłębiło się mnóstwo pomysłów na zdobycie chłopaka.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s