Ballada o chłopcu

„Słyszeliście? Poszła fama,
Że gdy słońca brak w połowie,
Chadza przez gaj leśna dama,
Tylko widmo, a nie człowiek.

Wielu o nią ciągle pyta,
Chłopy krążą, węszą wszędzie,
Bo mawiają, że kto schwyta,
Piękna cała jego będzie.”

Tak mówili ludzie we wsi,
Lecz mówili będą zawdy.
Ja wiedziałam ile baśni
W tym gadaniu, ile prawdy.

Młody chłopak z miasta granic,
Bawidamek i artysta,
Uznał, że mu Piękna na nic,
Ale – nudno. Więc skorzysta.

Przed zachodem w drogę ruszył,
Miał przy sobie wór ze złotem,
Czym też innym damę skusi?
Tego miał żałować potem.

Słońce zaszło już w połowie,
Chłopak czekał niewzruszony,
Przecież gdzie mu teraz w głowie
Jakieś tam szukanie żony?

„Zjawa, plotą, wielkie halo!
Toć kobieca dusza biega.
Aby taką posiąść całą
Nigdy wiele mi nie trzeba!

Piękny uśmiech, słowo miłe,
Jeszcze milszy worek złota,
Nic w tym trudne i zawiłe,
Aby naszła ją ochota.”

Czekał chwilę chłopak krnąbrny,
Noc nakryła mrokiem drzewa,
Miał już poddać się na dobre –
A tu nagle ktoś zaśpiewał.

Głos ten niczym objawienie,
Prawda pośród kłamstw parszywych,
Wprawił chłopca w dziwne drżenie,
Nie należał on do żywych.

Księżycowe światło wpadło
Poprzez liście i gałęzie,
Lecz przy głosie cudnym zbladło,
Tak jak barwy, dźwięki – wszędzie.

Nie śmiał słowa wypowiedzieć
Oniemiały chłopaczyna,
Wstał, nie mogąc już usiedzieć,
Ale w cieniu się zatrzymał.

Pojawiła się i postać,
Całkiem naga i świetlista.
Chociaż mądrzej w cieniu zostać,
Chciał ją ujrzeć chłopak z bliska.

Smukłe plecy, warkocz biały,
Chód leciutki, od niechcenia,
Każdy oddałby się cały
W cudnej chwili uniesienia.

I artysta w świecie własnym
Chcąc dziewczyny ujrzeć usta
Dotknął ledwie pleców jasnych,
W tym momencie śpiew jej – ustał.

Las aż zamilkł w wielkim gniewie,
Któż śmiał dziecko jego nękać?
Z tego gniewu w każdym drzewie
Kora rozpoczęła pękać.

Szeleściła nawet groźnie,
Pod stopami ducha trawa,
A artysta – zgubił buty.
Jak się okazało, zjawa
Męskie miała atrybuty.

Rysy piękne, mord na twarzy,
Mina mocno wroga, obca.
Któż zaprawdę mógł zobaczyć,
Że ten duch był duchem chłopca?

„Hej, robaku!” światło rzekło,
„Chcesz się ze mną zmierzyć w walce?
Mogę zrobić z życia piekło!
Trzym przy sobie swoje palce!

Co tam masz? Bogactwa jakie?
Ha! Ze śmiechu chyba padnę!
Gierki i przekręty takie
Trzymaj ty na panny ładne.

Co tak patrzysz jak ta sroka?
Przepadł gdzieś ci język w gębie?
Pójdź już, droga jest szeroka,
Nudne już, że cię tu gnębię.”

Wrócił chłopak z dochodzenia,
Wciąż milczący i pobladły,
Bez trzewików co z wrażenia
W leśnej gąszczy gdzieś mu spadły.

Podszedł do mnie chłopak wtedy,
Świadkiem byłam tej przemiany,
I ze wzrokiem pełnym biedy
Rzekł mi – „Jestem zakochany.”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s